Planowany program “XV Dni Lwowa i Kresów” w Poznaniu

Przedstawiamy wstępny, ramowy plan XV Dni Lwowa i Kresów w Poznaniu. W najbliższej przyszłości uaktualnimy go i uszczegółowimy.

Temat wiodący tegorocznej imprezy to “Wielkopolanie Kresom”.

Poznański Oddział TML i KPW organizuje imprezy wraz z Klubem Sportowym WARTA, który obchodzi 100 lecie swojego istnienia. Z okazji jubileuszu odbędzie się mecz piłki nożnej Warty Poznań z Pogonią Lwów, który został reaktywowany kilka lat temu.

03.09.2012 – poniedziałek

16:00

CK ZAMEK                       ul. Św. Marcin 80/82   Stoisko TMLiKPW
  • Konferencja prasowa dotycząca programu i przebiegu imprez
  • Folder okolicznościowy

12.09.2012 – środa

16:00

Droga Dębińska
  • Mecz towarzyski piłki nożnej Warta Poznań – Pogoń Lwów

17:30

  • Występ zespołu VIVATY z Pobiedzisk

18:45

  • Występ zespołu TILIGENTNE BATIARY z Bytomia

19.45

  • Występ zespołu VIVATY z Pobiedzisk
  • Folder okolicznościowy, udział w imprezie KS WARTA (program kresowy)

14.09.2012 – piątek

16:00

Hall Urzędu Wojewódzkiego            al. Niepodległości 16/18
  • Otwarcie wystawy “Wielkopolanie i Kresy”
  • Folder okolicznościowy
  • Publikacja “Udział Wielkopolan w życiu Lwowa i Kresów”

15.09.2012 – sobota

13:00

Droga Dębińska
  • Festyn Lwowski
  • Występ zespołu VIVATY z Pobiedzisk
  • Występ zespołu TILIGENTNE BATIARY z Bytomia
  • Stoisko TMLiKPW
  • Folder okolicznościowy

17:00

Urząd Miasta Poznania  Plac Kolegiacki 17      Sala Biała
  • Koncert Lwowski
  • Wyróżnienia
  • Występ W. Habeli z Krakowa
  • Folder okolicznościowy

16.09.2012 – niedziela

9:00

Kolegiata Farna            ul. Gołębia 1
  • Msza Święta w intencji poległych Kresowian oraz zmarłych członków TMLiKPW oddział w Poznaniu

10:15

Dom Polonii                     Stary Rynek 51
  • Prelekcja dra Marka Rezlera na temat udziału Wielkopolan w obronie Lwowa

18:00

Restauracja Meridian    ul. Litewska 22
  • Spotkanie sympatyków Lwowa na Sołaczu
  • Występ zespołu VIVATY z Pobiedzisk
  • Występ zespołu TILIGENTNE BATIARY

17.09.2012 – poniedziałek

16:00

  • Marsz Pamięci zakończony przy pomniku Katyńskim

28.09.2012 – piątek

16:00

Hall Urzędu Wojewódzkiego            al. Niepodległości 16/18
  • Zamknięcie wystawy “Wielkopolanie i Kresy”


PATRONI ULIC POZNANIA ZWIĄZANI Z KRESAMI POŁUDNIOWO-WSCHODNIMI DAWNEJ RZECZPOSPOLITEJ – cz. 3

KRZYSZTOF  ARCISZEWSKI  (1592-1656)

   Krzysztof Arciszewski herbu Prawdzic urodził się 9 grudnia 1592 r. w Rogalinie, w szlacheckiej, ariańskiej rodzinie Eliasza Arciszewskiego herbu Prawdzic i Heleny z Zakrzewskich. Uczęszczał do szkoły ariańskiej w Śmiglu, a od 1608 r. uczył się we Frankfurcie nad Odrą.

   Od 1619 r. służył na dworze hetmana polnego litewskiego Krzysztofa Radziwiłła, z którym w latach 1621-1622 brał udział w wyprawie inflanckiej.

     Krzysztof Arciszewski oskarżył Kaspra Jaruzela Brzezickiego o machinacje, które doprowadziły rodzinę Arciszewskich do ruiny. W akcie zemsty, wraz z bratem, dokonał zabójstwa pod Kościanem, za które został skazany na infamię oraz banicję i wygnany z kraju.

      W 1623 r. przybył do Holandii i zamieszkał w Hadze. Prawdopodobnie w tym czasie przeszedł na kalwinizm, którego wyznawcą został do końca życia.

    Krzysztof Arciszewski podjął studia w dziedzinie inżynierii wojskowej i artylerii. Mógł tego dokonać dzięki poparciu i pomocy finansowej hetmana Krzysztofa Radziwiłła. Jednocześnie czynnie służył w armii holenderskiej. Studiował również nawigację na uniwersytecie w Lejdzie.

      Uczestniczył w wielu wojnach, konfliktach zbrojnych i walkach. Brał udział w wojnie trzydziestoletniej, po obu stronach konfliktu. W końcu 1623 r. pod dowództwem księcia Maurycego Orańskiego bronił Bredy.

       W Polsce przebywał kilka miesięcy zimą 1625-1626 r. Po czym udał się do Francji, gdzie kształcił się w Paryżu w zakresie artylerii. Pełnił też funkcję tajnego wysłannika hetmana Radziwiłła na dworze francuskim. Gdy sprawa wyszła na jaw, naraził się królowi Zygmuntowi III Wazie. Uniemożliwiło mu to powrót do Polski. W 1629 r. ponownie wziął udział w walce i pod sztandarem francuskim kardynała Richelieu, zdobywał protestancką twierdzę La Rochelle.

   W listopadzie 1629 r. Krzysztof Arciszewski zaciągnął się do służby holenderskiej w Kompanii Zachodnioindyjskiej, w stopniu kapitana. Wraz z siedmiotysięczną ekspedycją, wysłaną przeciw Hiszpanii i Portugalii, dotarł do Brazylii 13 lutego 1630 r. Wraz z desantem wojsk Kompanii przedostał się do Pernambuco. Brał udział w wielu bitwach i potyczkach; szturmował twierdze Olinda i Recife, pod jego dowództwem holenderski desant zajął wysepkę Itamaracá. W walkach tych wykazał się odwagą i walecznością, co skutkowało szybkim awansem do rangi majora. W 1633 r. powrócił do Niderlandów. Tu ponownie zawierzono jego doświadczeniu.  Po awansowaniu na pułkownika wysłano go do Brazylii. Był tam zastępcą naczelnego wodza Sigismunda von Schkoppego. Krzysztof Arciszewski na czele 366 ludzi obsadził ufortyfikowany przyczółek nazwany Fort Oranje, na cześć rodziny Oranje-Nassau (po odzyskaniu przez Portugalczyków przemianowany został na Forte de Santa Cruz). Jego najsłynniejsze osiągnięcia militarne to zdobycie twierdzy Arrayal (Castello Real) i Porto Calvo (18 stycznia 1636), oblężenie Nazareth.

   W 1637 r. został wicegubernatorem holenderskiej Brazylii i podlegał hrabiemu Maurycemu de Nassau-Siegen, gubernatorowi holenderskiej Brazylii. Przez pewien czas pełnił funkcję wodza naczelnego sił holenderskich w Brazylii, lecz z uwagi na różnicę poglądów między nimi na sposób prowadzenia kampanii w Brazylii w 1637 r. Arciszewski zrezygnował z funkcji i powrócił do Holandii.

   Jednakże rok później sprawy na kontynencie południowoamerykańskim uległy pogorszeniu i to skłoniło Niderlandy do ponownego wysłania do Brazylii Arciszewskiego, który awansował już na generała. Gubernator de Nassau poczuł się zagrożony i przeforsował w Radzie Politycznej kolonii zwolnienie Krzysztofa Arciszewskiego ze służby i odesłanie go do Holandii. Jednakże decyzja Rady nie została uznana przez Stany Generalne (parlament holenderski). Ale ambitny generał Arciszewski nie pozostał bierny i osobiście poprosił o dymisję.

   Krzysztof Arciszewski przez cały czas pobytu w Ameryce spisywał swoje obserwacje dotyczące plemion indiańskich. Walczył z nimi ramię w ramię lub spotykał na swej drodze. Niespokojny o losy swego dorobku w wypadku ewentualnej śmierci na polu bitwy, wysłał notatki statkiem do Holandii, do znajomego naukowca Gerarda Vossa. W 1642 r. w Amsterdamie ukazało się dzieło Vossa “De theologia gentili et physiologia christiana sive de origine et progressu idolatriae”, w którym cytował z entuzjazmem całe fragmenty przekazanych mu wcześniej notatek Polaka. Etnograficzne obserwacje Arciszewskiego zostały przyjęte z wielką atencją przez środowisko naukowe XVII-wiecznej Holandii. Lecz wkrótce zostały zapomniane na przeszło 200 lat.

   W 1646 r. Krzysztof Arciszewski powrócił do Polski. Tu przyjął ponowioną przez króla Władysława IV Wazę propozycję objęcia “starszego nad armią konną”. Funkcję tę pełnił do 1646 r.

   Pod panowaniem króla Jana Kazimierza II Wazy uczestniczył w wojnach z kozakami i Tatarami. We wrześniu 1648 r. podczas powstania Chmielnickiego dowodził obroną Lwowa. Brał udział w odsieczy Zbaraża, walczył też w bitwach pod Zborowem i Piłowcami. Swoje doświadczenia wyniesione ze służby w Brazylii wykorzystał wprowadzając wiele reform i udoskonaleń w dziedzinie artylerii, służb saperskich i budowy fortyfikacji, arsenałów oraz twierdz.

   Arciszewski popadł w konflikt z kanclerzem wielkim koronnym Jerzym Ossolińskim, którego mianowano generalissimusem. Ambicja jego spowodowała, że w 1650 r. złożył dymisję z zajmowanych stanowisk i odsunął się w zacisze rodzinne.

   Krzysztof Arciszewski zmarł 7 kwietnia 1656 r. pod Gdańskiem i został pochowany w kalwińskim kościele w Lesznie. Niestety jego ciało spłonęło wkrótce, ponieważ Leszno za pomoc wojskom szwedzkim podczas “Potopu” zostało podpalone i zniszczone.

   Krzysztof Arciszewski był postacią barwną i utalentowaną. Poza sukcesami militarnymi wykazał się talentem literackim. Przygodnie zajmował się twórczością pisarską.  Niektóre wiersze napisał wraz ze swym bratem Eliaszem. Do jego dzieł należały m.in.: “Wiersze, ktoremi Ich Mość PP. K. i Eliasz Arciszewscy, z ojczyzny in exilium idąc i w okręt wsiadając, rodzice bardzo żałosne żegnali” (1622) – (utwory poetyckie), “Epistola de podagra curata per Doctorem Andream Cnoeffelium? (Amsterdam 1643, drukarnia J. Blaen – traktat medyczny), cykl dwunastu sonetów (rękopis odnaleziony w weneckiej bibliotece, który uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej), inne pisma (o artylerii, pamiętniki z pobytu w Brazylii, z których korzystał G. Voss) niestety zaginęły.

   Postać Krzysztofa z Arciszewa Arciszewskiego opisywana była w literaturze i przedstawiona w filmie. Jerzy Bohdan Rychliński poświęcił jemu trzy książki: powieść “Przygody Krzysztofa Arciszewskiego” (1935), pracę popularnonaukową “Słowo o admirale Arciszewskim” (1947) i powieść “Admirał, czart i Cyganka” (1973). Michał Rusinek przedstawił go w swej trylogii powieściowej: “Wiosna admirała”, “Muszkieter z Itamariki” i “Królestwo pychy”. W 2003 r. powstał biograficzny film dokumentalny w reżyserii Doroty Latour i Jerzego Paczki “Konkwistador po polsku. Krzysztof Arciszewski”.  Jego życiorys mógłby posłużyć do napisania scenariusza bardzo interesującego filmu przygodowego.

Hanna Dobias-Telesińska

Kolejną osobą cyklu będzie Stefan Vrtel-Wierczyński – naukowiec

WIELKANOCNE ŚWIĘTO

Tradycyjne Spotkanie Wielkanocne naszego Oddziału odbyło się w Centrum Kultury ZAMEK w poniedziałek 16 kwietnia 2012 r. Gościa, pana Ryszarda Liminowicza, prezesa Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej oraz zebranych członków naszego Oddziału powitała pani prezes Bożena Łączkowska. Spotkanie swym śpiewem uświetnił Maciej Adamczyk, kolejny raz przenosząc nas w odległe lata przedwojennego Lwowa. Jego występ ilustrowany był na ekranie fotografiami zabytków Lwowa, Cmentarza Łyczakowskiego, Cmentarza Orląt i in., przygotowanych przez Władysława Opiata. Zebrani raczyli się “specjałami” świątecznymi, były także tradycyjne jaja i rzeżucha. Zygmunt Drażewski wyrecytował swój wierszyk pt.: “Krótki dytyramb dla Poznańskich Lwowian”:

“To dobrzy ludzie i kontaktowi,

wszystkim przyjaźni, Panowie i Panie,

pomocą służyć zawsze gotowi…

nasi Poznańscy Lwowianie.

I ja pragnę spełnić ważne zadanie,

więc do Was kieruję me kroki,

by Wam powiedzieć Panowie i Panie –

Kochamy Was, my Stare Poznanioki”.

 

Spotkanie upłynęło jak zwykle w miłej atmosferze.

SPOTKANIE ŚWIĄTECZNE

Zarząd Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich
Oddział w Poznaniu składa najserdeczniejsze życzenia radosnych

Świąt Wielkanocnych

oraz błogosławieństwa Zmartwychwstałego Chrystusa

Jednocześnie zapraszamy na nasze tradycyjne Spotkanie Wielkanocne do Centrum Kultury ZAMEK do sali 213 (II piętro) na godz. 17.00, które odbędzie się 16 kwietnia 2012 r.  (poniedziałek) Spotkanie umili  występ uczniów Gimnazjum nr 65  im. “Orląt Lwowskich”.
Prosimy o przyniesienie słodkich wypieków na nasz wielkanocny stół.

Serdecznie zapraszamy także do naszej siedziby w CK Zamek (ul. Św. Marcin 80/82, pok. 336) w każdą środę w godz. 16.oo – 18.oo.

Z lwowskim pozdrowieniem
“Ta daj Boży zdrowi!”

W imieniu Zarządu

Wanda Butowska

Pomoc dla Aleksandra Melnarowicza ze Lwowa

Staraniem naszego Oddziału udało się pomóc młodemu mężczyźnie ze Lwowa, o którą poprosiła nas jego matka. Pan Aleksander cierpiał na zwyrodnienie stawów biodrowych i konieczna była operacja obu bioder, gdyż chodzenie sprawiało mu niewyobrażalny ból.  Na początku wydawało się, że pomoc ta jest poza naszymi możliwościami finansowymi. Bo koszt operacji jednej nogi w szpitalu MSW miał wynosić 20.000,- zł.  Stanisław Łukasiewicz, który pilotował całą sprawę, był załamany, bo nie mieliśmy takich pieniędzy, a co tu mówić o dwóch operacjach. Ale wśród nas znalazł się człowiek niezłomny, który się nie poddał. Członek naszego Oddziału, pan Andrzej Wojciechowicz, zajął się całą sprawą i wychodził drogi, by pomóc naszemu Rodakowi. Nie było to łatwe, ale był nieugięty, jego wysiłki nie poszły na marne. I udało się. Jego wizyty w szpitalu MSW, później wraz ze Stanisławem Łukasiewiczem przyniosły rezultat. Ostatecznie operacji dokonano w Szpitalu Ortopedycznym im. Degi. Koszty operacji zmalały, szpital i personel zgodzili się na duże upusty i to już pozwoliło na ich sfinansowanie. Oto relacja Aleksandra Melnarowicza po obu operacjach:

“Moja mama w styczniu 2010 roku poznała we Lwowie pana Stanisława Łukasiewicza i poprosiła go o załatwienie konsultacji lekarskiej w Polsce dla mnie, Aleksandra Melnarowicza, bo chorowałem od 10 lat na zwyrodnienie stawów biodrowych.   Pan Stanisław polecił nam wysłać  wszystkie dokumenty o przebiegu mojej choroby i zdjęcia RTG. Wysłaliśmy wszystko, co było niezbędne. W czerwcu dostaliśmy zaświadczenie o szczepieniach.  Już we wrześniu 2010 roku pan Stanisław zaprosił nas do Poznania na Dni Lwowa  i na konsultacje u lekarza-ortopedy w szpitalu wojskowym. Lekarz zalecił leczenie chirurgiczne z wymianą obydwu stawów biodrowych, kolejno za pół roku, rok.  Mieszkaliśmy osiem dni u państwa Anny i Andrzeja Wojciechowiczów w Poznaniu. Pan Andrzej uzgodnił czas konsultacji, bo do lekarza była kolejka.   04 grudnia p. Stanisław i p. Andrzej zabrali mnie na konsultacje do Kliniki Ortopedyczno-Rehabilitacyjnej im W. Degi UM, do doktora hab. n. med. Wojciecha Strzyżewskiego. Pan doktor ustalił termin pierwszej operacji na 11.01.2011 roku. Mieszkałem też u p-wa Wojciechowiczów dwa dni. 10.01.11. bylem przyjęty na oddział 1B w Klinice ortopedii. Dokonano oceny klinicznej i radiologicznej oraz ustalono plan leczenia: totalna protezoplastyka stawu biodrowego lewego. Zabieg operacyjny wykonano  11.01.2011 roku. Na drugą dobę po operacji zrobiono RTG dla kontroli i już na oddziale rehabilitanci uczyli mnie ćwiczeń i poruszania się przy pomocy balkonika i zmieniano  opatrunek. Na czwartą dobę p-wo  Wojciechowiczowie  przynieśli mi parę kul łokciowych i już uczyłem się chodzenia z kulami. Przebieg pooperacyjny bez powikłań, w  dobrym  stanie wypisano mnie do domu  z zaleceniami:

1. Chodzenie w asekuracji pary kul łokciowych bez obciążania operowanej kończyny do czasu pierwszej kontroli  poszpitalnej.

2.  Wykonywanie ćwiczeń, wyuczonych w Klinice.

3.  Bandażowanie stóp i goleni.

4.  Leki: Fragmin  5000j 1 x dziennie w iniekcji podskórnej przez 30 dni.

5.  Kontrola w tutejszej Poradni Poszpitalnej  07.03.2011.

21.01. 2011 roku p. Andrzej zabrał mnie do swego domu na trzy dni, a szwy zostały zdjęte 24.01.2011.  W domu, we Lwowie, ćwiczyłem, bandażowaliśmy stopy i golenie, robiłem sobie zastrzyki przeciwzakrzepowe. 7.03.2011  pojechałem na kontrolę lekarską.  Z nowym  zdjęciem  RTG  byłem przyjęty  przez doc. W. Strzyżewskiego, który stwierdził, że wszystko  jest w porządku. Mieszkałem u p. Jerzego Mierzyńskiego przez dwa dni.
03.12.2011 pan Stanisław zabrał mnie autobusem znowu do Poznania  na drugą operację. Mieszkałem u p. Jerzego. 06.12.2011 zostałem przyjęty na ten sam oddział. 08.12.2011 zrobiono mi drugą operacją na stawie biodrowym prawym. Taka sama endoproteza EXCIA. Te same zalecenia i ćwiczenia po operacji.  Kontrola lekarska po drugiej operacji  odbyła się  30.01.2012 roku. Tym razem zamieszkałem w hotelu (bursie międzyszkolnej) na ul. Czeremchowej w Poznaniu.  Operacje były możliwe dzięki pomocy finansowej   panów: Andrzeja Wojciechowicza i Stanisława Łukasiewicza – wiceprezesa TML i KPW oddział w Poznaniu i dzięki przewodniczącemu Rady Arcybractwa Miłosierdzia Najświętszej Marii Panny Bolesnej w Krakowie  p. Stefana Plazka i wiceprzewodniczącego Arcybractwa p. Stanisława Abrahamowicza.

Chcę  serdecznie podziękować wszystkim osobom, które przyczyniły się do  dobrych rezultatów moich operacji.  BÓG ZAPŁAĆ!

Aleksander Melnarowicz ze Lwowa.

Z POZNANIA DO LWOWA

Z  POZNANIA  DO  LWOWA*

Marek Rezler

            Kontakty między Poznaniem i Lwowem dziś mogą być przedmiotem analiz specjalistów wieku dziedzin: psychologów, socjologów, historyków,  etnologów. Bo i rzeczywiście, wszystko powinno tu dzielić. Odległość – przeciwległe krańce Rzeczypospolitej. Mentalność: nawyk do systematyczności połączony z nazbyt serio traktowaniem rzeczywistości – i lekkość połączona z autodystansem, autoironią. Nawet od strony politycznej endecja rządząca w Wielkopolsce była programowo nieco inna od tej, która działała we Lwowie. A jednak poznaniacy i lwowiacy doskonale się rozumieją i często można spotkać refleksje o wspólnocie kresów wschodnich i zachodnich dawnej Rzeczypospolitej. Podobnie było w przeszłości militarnej obydwu miast. Po transformacji ustrojowej można już bez przeszkód pisać i mówić o Lwowie, co jednak nie zatarło różnic interesów między Polską i Ukrainą. Wciąż jeszcze na przeszkodzie stoją zaszłości sprzed lat: wielkopańska skłonność do kolonizowania, traktowania partnera z wyższością z jednej strony i zaciekły nacjonalizm z drugiej. Doświadczenia kresowe to nie tylko piękno krajobrazu i sentyment do określonych miejsc, stron, okolic. To także krwawa epopeja konfliktów i walk toczonych przez dziesięciolecia, nawet z elementami ludobójstwa. Był to bowiem obszar niespokojny, na którym swoje problemy rozstrzygały różne strony, wykorzystując do swych celów miejscową ludność różnych nacji. Taki jest los obszarów położonych na styku różnych kultur, nawet różnych światów.

            Nie inaczej było na przełomie lat 1918-1919, gdy wydająca ostatnie tchnienie monarchia Habsburgów zdążyła jeszcze uruchomić we Lwowie doskonale przez siebie wypraktykowaną politykę dzielenia nacji dla uzyskania określonych celów. Podsycono nacjonalizm ukraiński, co zaowocowało zbrojnym wystąpieniem w początkach listopada 1918 roku i wielotygodniowymi walkami polsko-ukraińskimi o miasto. Wieści o wydarzeniach nad Pełtwią szerokim echem rozeszły się po ziemiach odrodzonej Rzeczypospolitej. Nie wyobrażano sobie wolnej Polski bez Lwowa, Ukraińcy zaś widzieli w tym mieście stolicę ich państwa, na którego powstanie liczyli, świadomi enklawowego charakteru polskich ośrodków na Kresach Wschodnich. Starcie było nieuniknione, a przewaga była po ukraińskiej stronie, Polacy bez pomocy z zewnątrz nie utrzymaliby Lwowa. Nic więc dziwnego, że od samego początku walk o miasto zabiegano o pomoc z Polski – pomoc, której Rzeczpospolita udzielić mogła w niewielkim zakresie, w obliczu dopiero formowania państwa i armii.

            Pierwsze starcie zakończyło się sukcesem strony polskiej. Ale miasto wciąż było otoczone przeważającymi siłami ukraińskimi. Warszawa udzielić pomocy mogła w ograniczonym zakresie, trzeba więc było poszukać żołnierzy gdzie indziej. I znaleziono ich: w Wielkopolsce. Na przełomie stycznia i lutego toczyły się tu walki o utrzymanie zajętego obszaru, ale z chwilą zawarcia rozejmu w Trewirze (16 II 1919 r.) ustało formalne zagrożenie i obserwator z zewnątrz mógł odnieść wrażenie, że formowana w Wielkopolsce silna – na miarę regionu – armia, pozostaje do dyspozycji. Zatem Warszawa zaczęła wręcz naciskać Naczelną Radę Ludową w Poznaniu o skierowanie część tych sił na pomoc, dla wsparcia odsieczy Lwowa. Równocześnie w prasie wielkopolskiej coraz częściej zaczęły pojawiać się relacje z wydarzeń na Kresach Południowo-Wschodnich i jednoznaczne sugestie, że nie można pozostać obojętnym dla zachodzących tam wydarzeń, najwyraźniej mobilizowano opinię publiczną w tym kierunku.

            Generał Józef Dowbor Muśnicki, Głównodowodzący Sił Zbrojnych Polskich w byłym Zaborze Pruskim, podchodził do tych planów bez entuzjazmu. Wbrew pozorom, sytuacja na froncie przeciwniemieckim wciąż nie była stabilna, a w przyszłości, wiosną 1919 roku pojawiło się realne zagrożenie ze strony sił dawnej armii podległej Dowództwu Ober-Ost, która zajęła miejsca dogodne do ataku na Polskę, dla wymuszenia korzystniejszych warunków traktatu pokojowego. Jednak od drugiej połowy lutego do końca kwietnia panował w Wielkopolsce względny spokój i można już było wysłać większe siły pod Lwów. Występował również inny akcent: rywalizacja między Dowbor Muśnickim i Józefem Piłsudskim o pozycję w armii odradzającej się Rzeczypospolitej. Armia Wielkopolska była bardzo silnym atutem w rękach generała Dowbora. Jednak prędzej czy później Poznań, dla uniknięcia posądzeń o skłonności separatystyczne, musiał się ugiąć. Na tym tle, początkowo przynajmniej, koncepcja wysłania ochotniczej kompanii na pomoc Lwowu, była formą połowicznego, chwilowego rozwiązania problemu. Trzeba też było uwiarygodnić logiczną i emocjonalną ciągłość poczucia więzi Wielkopolski z problemami całego kraju.

            Ustalenia Andrzeja Wojtkowskiego wskazują, że Lwów początkowo, poprzez wysłanników, na własną rękę starał się o żołnierzy z Wielkopolski. W sytuacji, gdy w regionie tworzono regularną armię oparta na poborze, taka “partyzancka” akcja nie mogła zakończyć się sukcesem; ani jeden żołnierz nie miał prawa opuścić Wielkopolskę bez wiedzy i zgody Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych w byłym Zaborze Pruskim.

            Ostatecznie jednak o wysłaniu Wielkopolan pod Lwów zadecydowały inne mechanizmy, uruchomione daleko od Poznania. W lutym 1919 roku Misja Koalicyjna prowadziła rozmowy z Ukraińcami we Lwowie w sprawie zawarcia rozejmu z Polakami, przedstawiając im możliwość starcia w przyszłości ze znacznie większymi siłami, jakie mogły nadejść z Warszawy. Ukraińcy nie ulegli naciskowi. Wewnątrz Misji doszło więc do dyskusji nad możliwością udzielenia miastu pomocy, ale tak, by nie naruszyć porządku prawnego w tej części ziem polskich. O Wielkopolanach, dopiero formujących swoje wojsko, na razie jeszcze nie rozmawiano.

            Sytuacja zmieniła się z chwilą, gdy w początku marca 1919 roku Ukraińcy wznowili ostrzał artyleryjski Lwowa, szykując się do uderzenia na miasto. Doszło wtedy do posiedzenia Misji Koalicyjnej, na które zaproszono gen. J. Dowbora Muśnickiego. Polski dowódca, wyraźnie naciskany przez aliantów, zgodził się na wysłanie pod Lwów jednego pułku piechoty i trzech baterii dział – ale pod warunkiem, że Misja zagwarantuje w tym czasie pewność linii rozejmowej z Niemcami w Wielkopolsce. Zapowiedział też, że nie pozwoli zabrać amunicji, której w regionie brakowało. Ambasador Joseph Noulens wówczas zapewnił, że Niemcy, zagrożeni na Zachodzie, nie będą próbowali ofensywy przeciwko Wielkopolsce, amunicję zaś dostarczy Koalicja. Generał Muśnicki wtedy ustąpił, jednak z akcentowaniem nacisku, jakiemu został poddany i kontynuowaniem wątpliwości, jakie w jego oczach budzi cała ekspedycja. Sceptyczne stanowisko J. Dowbora Muśnickiego w pełni podzielał Wojciech Korfanty, jeden z komisarzy Naczelnej Rady Ludowej.

            Kolejny etap nacisków na władze poznańskie nastąpił 8 marca 1919 roku, gdy do stolicy Wielkopolski przybył premier Ignacy Jan Paderewski. Wykorzystano wtedy inny argument: zniszczenie przez Ukraińców polskich składów amunicyjnych we Lwowie (jakie nastąpiło w czasie ostrzału artyleryjskiego) przyspieszy zajęcie miasta, to zaś uruchomi rewolucję na ziemiach polskich, gdyż stronnictwa lewicowe zdecydowanie atakują rząd warszawski za politykę prowadzoną dotychczas. Paderewski zażądał wprost pomocy międzynarodowej. W tej sytuacji Poznań już nie miał wyjścia. Następnego dnia zapadła decyzja o wysłaniu pod Lwów jednego pułku piechoty i czterech baterii dział; amunicję dostarczyć miała Koalicja, za pośrednictwem rządu warszawskiego. Misja Koalicyjna przygotowała też plan wzmocnienia i zaopatrzenia polskich sił skierowanych pod Lwów. Kiedy telegram ze szczegółowymi ustaleniami w tej sprawie wysłano z Poznania do Paryża, w poznańskiego dworca ruszała Ochotnicza Kompania Poznańsko-Lwowska.

            Formowanie tego oddziału związane było z naciskami na generała Muśnickiego, podejmowanymi miesiąc wcześniej. Można sądzić, że Głównodowodzący, “dla świętego spokoju”, by oddalić od siebie ewentualny zarzut o brak dobrej woli, postanowił wysłać pod Lwów mniejsze siły. W rozkazie dziennym Dowództwa Głównego nr 35 z 8 lutego 1919 roku ogłoszono apel w tej sprawie – jednak dość ostrożny w treści:

            Lwów zagrożony… Walczący tam oglądają się na Wielkopolskę, oczekując pomocy. Tymczasem my, walcząc dzień w dzień z najzaciętszym i najniebezpieczniejszym wrogiem polskości, nie możemy okazać takiej pomocy, jaką okazać Lwowowi byśmy pragnęli. Możemy tylko okazać pomoc moralna, posyłając niewielką ilość ludzi, która zaznaczy, że myślą i sercem jesteśmy z bohaterami, walczącymi na zagrożonych kresach wschodnich.

            Postanowiono, że z każdego z siedmiu okręgów wojskowych Wielkopolski przysłanych będzie 42 żołnierzy z jednym plutonowym i 4 kapralami. Ludzie ci będą podporządkowani dowództwu 1 pułkowi rezerwowemu w Poznaniu i zakwaterowani w koszarach dawnego 6. pułku grenadierów na Jeżycach. Planowano sformowanie dwóch kompanii piechoty, w pełni zaopatrzonych i wyposażonych, całkowicie samowystarczalnych. Ogłoszono równocześnie apel do oficerów, by ochotniczo zgłaszali się do służby w tym zgrupowaniu. Jednak dobrowolnie nie zameldował się nikt. Wbrew oczekiwaniom, także ochotników do wymarszu pod Lwów zgłosiło się znacznie mniej niż oczekiwano i zaszła konieczność poprzestania na sformowaniu tylko jednej kompanii. Z braku oficerów-ochotników gen. J. Dowbor Muśnicki awansował na stopień podporucznika zastępcę oficera Jana Ciaciucha i podchorążego Maksymiliana Soldenhoffa – przydzielając nowomianowanych oficerów do tego oddziału; na dowódcę kompanii wyznaczono ppor. J. Ciaciucha. Trzecim oficerem kompanii był ppor. Bohdan Marchlewski, który przybył do Poznania, przysłany przez Dowództwo Brygady Lwowskiej. Ostatecznie w skład Ochotniczej Kompanii Poznańsko-Lwowskiej weszło 204 (ich nazwiska znamy) podoficerów i szeregowych.

            Wyjazd kompanii z poznańskiego dworca odbył się 9 marca 1919 roku. Wojsko było doskonale i na nowo zaopatrzone i wyposażone, ze składkowych pieniędzy także uszyto sztandar z Białym Orłem. Przemówienia wygłosili kolejno: gen. J. Dowbor Muśnicki, W. Korfanty oraz dziekan generalny wojsk wielkopolskich ks. Tadeusz Dykier. Najdłużej, a chyba też najlapidarniej myśli swe sformułował Głównodowodzący:

            Idziecie na odsiecz Lwowa! Pamiętajcie, że jak się sprawować będziecie, tak o nas tu w ogóle sądzić będą. Pokażcie, cośmy warci. Trzymajcie się razem; niech wam nawet myśl w głowie nie postoi, abyście mogli kiedykolwiek ręce podnieść do góry. Dla żołnierza polskiego jest tylko jedno hasło: albo trup, albo zwycięstwo. Pamiętajcie o Bogu, z modlitwą idźcie w bój, jak przodkowie nasi. Walczyć będziecie nie za sprawę jakiegoś koła, czy warstwę, ale za sprawę całego narodu polskiego. Wyjeżdżacie dobrze zaopatrzeni, unieście ze sobą to poczucie ładu i porządku, które nas tu trzyma i tam, w nowe warunki. Zachowajcie się tak, jak na prawego Polaka i Poznańczyka przystało. Idzie w bój śmiało, ochoczo; będziemy pamiętali o was i niedługo więcej nas ruszy w wasze ślady. Niech was Bóg prowadzi! Czołem!

            Pociąg z żołnierzami przybył do Warszawy następnego dnia. Przed hotelem Bristol przy Krakowskim Przedmieściu do zebranej kompanii przemówił Ignacy J. Paderewski. Dalsza droga wiodła koleją do Rawy Ruskiej, Przemyśla i do Sądowej Wiszni. Był to czas ostatni, gdyż 7 marca Ukraińcy współdziałając z Niemcami, odcięli Lwów od Przemyśla, uniemożliwiając zaopatrzenie miasta. W cztery dni później wprawdzie generałowi Wacławowi Iwaszkiewiczowi, dowodzącemu całością sił polskich znajdujących się na zewnątrz pierścienia otaczającego Lwów, udało się przywrócić łączność Przemyśla z Sądową Wisznią, ale położenie oblężonego miasta się nie poprawiło. Jak obliczano, żywności wystarczyłoby już tylko na dwa dni, amunicji – na cztery dni walki. Dłużej czekać nie można było.

            Działania zaczepne strona polska rozpoczęła 14 marca 1919 roku. Kompania poznańsko-lwowska została w Sądowej Wiszni włączona w skład grupy dowodzonej przez generała porucznika Franciszka Aleksandrowicza. Do walki poznańczycy ruszyli po godzinie 7.00 rano 16 marca. Ruszyli z impetem na Dołhomościska i po dwugodzinnej walce zajęli wieś. Następnego dnia Ukraińcy przeprowadzili kontratak, odparty przez stronę polską, ale za cenę wielu rannych i dwóch żołnierzy wziętych do niewoli. Tegoż dnia po południu kompania została zluzowana przez grupę wielkopolską pułkownika Daniela Konarzewskiego i powróciła na swoje stanowiska do Sądowej Wiszni.

            Rankiem 18 marca kompania wzięła udział w natarciu na Gródek Jagielloński. Pod Mielnikami trzeba już było szturmować cztery linie okopów ukraińskich, pod ogniem broni maszynowej, artylerii i miotaczy min, czyli moździerzy. Straty były duże: 8 poległych, 21 rannych i 3 zaginionych; szczególnie zasłużył się plutonowy Leon Sobczak, który też zginął w walce. Zadanie jednak wykonano, tor kolejowy z Sądowej Wiszni do Gródka Jagiellońskiego został oczyszczony, kompania zdobyła dwie armaty, jeden miotacz min i dwa karabiny maszynowe, Gródek Jagielloński zdobyto. Pierścień oblężenia, w dużej mierze dzięki ofiarności poznańczyków, został rozerwany.

            Postawa kompanii w boju spotkała się z uznaniem gen. W. Iwaszkiewicza i oficerów jego sztabu. Kiedy 20 marca oddział odłączono od grupy gen. Aleksandrowicza i skierowano do Lwowa, gen. Aleksandrowicz w swoim rozkazie napisał:

            Kompanii poznańsko-lwowskiej pod dowództwem ppor. Ciaciucha, która z dniem dzisiejszym odchodzi z grupy mojej do Lwowa do dyspozycji płk. Czesława Mączyńskiego, wyrażam podziękowanie za czyny pełne bohaterstwa, którem celowała podczas przebijania się wzdłuż toru kolejowego od Sądowej Wiszni do Gródka. Cześć Wam!

            Lwów zgotował poznańczykom gorące powitanie. Sukces w rozerwaniu ukraińskiego oblężenia, znalazł swe odzwierciedlenie także w okolicznościowych rozkazach Józefa Piłsudskiego, a w Poznaniu – generała J. Dowbora Muśnickiego. Z kolei pułkownik Daniel Konarzewski pisał w liście do pułkownika Władysława Andersa, szefa Sztabu Dowództwa Głównego w Poznaniu, że radość, wdzięczność i uznanie, idą w parze z zazdrością – także związaną z wyposażeniem żołnierzy z Poznańskiego. Dowódca kompanii, z racji poniesionych strat zwrócił się do Poznania z wnioskiem o przysłanie uzupełnień w ludziach i kadrze.

            We Lwowie kompania została zakwaterowana w starej dyrekcji kolejowej przy ulicy Krasickich. Organizacyjnie wchodziła w skład grupy gen. Jędrzejowskiego, a od 23 marca – pod względem organizacyjnym i zaprowiantowania – brygadzie lwowskiej. Żołnierze oddziału aktywnie uczestniczyli w patriotycznym i narodowym życiu polskiej społeczności stolicy Małopolski Wschodniej. W teatrze miejskim 24 marca odbyło się przedstawienie sztuki Kościuszko pod Racławicami W. L. Anczyca, w związku z obchodami 125 rocznicy Insurekcji. Poznańczycy wzięli wtedy udział w spontanicznej, wzruszającej manifestacji patriotycznej w czasie spektaklu.

            Do 29 marca kompania odpoczywała i ulegała reorganizacji. Na wyraźne żądanie por. Ciaciucha przydzielono oficerów na stanowiska dowódców plutonów, w skład kompanii weszli też żołnierze spoza Wielkopolski. Na czele pierwszego plutonu stanął M. Soldenhoff, drugiego – podporucznik Zygmunt Więckowski, trzeciego – podporucznik Edward Gött; dwaj ostatni oficerowie zostali przydzieleni przez ppłk. Mączyńskiego, z formacji lwowskich. Zdobyte na Ukraińcach karabiny maszynowe wykorzystano dla sformowania osobnego plutonu km, dowodzonego przez podporucznika Bohdana Marchwińskiego. Lekarzem kompanijnym został podchorąży medyczny Józef Sokołowski, również odkomenderowany przez Mączyńskiego. Po tych zmianach kompania prezentowała się doskonale i gotowa była do dalszych działań.

            Po tych zmianach rankiem 30 marca żołnierze kompanii zluzowali obsadę odcinka Lipniki, z wyjątkiem Bednarówki; odtąd taktycznie kompania podlegała dowództwu 1. pułku strzelców lwowskich. Następnego dnia przybyło tu uzupełnienie z Poznania, w liczbie 39 żołnierzy.

            Do 12 kwietnia na tym odcinku nic szczególnego się nie działo. Potem kompania weszła w skład rezerwy brygady lwowskiej. Żołnierzy zakwaterowano w domkach przy torze kolejowym między drogami wulecką a stryjską. Stąd kilkakrotnie kierowana była doraźnie na zagrożone odcinki; 17 kwietnia pod Pasieką w podobnej akcji straciła jednego rannego.

            W tym czasie prowadzona była intensywna wymiana opinii między Lwowem i Poznaniem, w sprawie połączenia ochotniczej kompanii poznańsko-lwowskiej z grupą wielkopolską generała Konarzewskiego; generałowi J. Dowborowi Muśnickiemu zależało na zachowaniu jedności formacji wywodzących się z Wielkopolski – nawet jeśli działały poza macierzystym regionem. Pułkownik Mączyński jednak wolał kompanię ochotniczą pozostawić pod swoją komendą, podkreślając propagandowe znaczenie takiej decyzji i symboliczną rolę podkreślania jedności społeczeństwa polskiego, niezależnie od części jednoczącego się państwa. Generał Muśnicki przystał na to.

            W południe 14 kwietnia 1919 r. kompania poznańsko-lwowska została połączona z pierwszą kompanią szturmową 1. pułku strzelców lwowskich, kompanią 19. pułku piechoty i 4 karabinami maszynowymi w jedno zgrupowanie dowodzone przez kapitana Szwarzenberg-Czernego. Powstał w ten sposób IV. batalion 1 pułku strzelców lwowskich, określany mianem batalionu szturmowego; poznańczycy stanowili pierwszą kompanię tego czterokompanijnego oddziału. W tym czasie kompania liczyła 167 żołnierzy, z zapasem 45 tys. naboi karabinowych i 380 granatami ręcznymi.

            O świcie 20 kwietnia 1919 roku cały batalion rozpoczął atak na kierunku Kozielniki – Sichów – Żubrze. Kompania osiągnęła wyznaczone miejscowości, a potem odparła kontratak przeciwnika. W walce tej zdobyto 6 karabinów maszynowych i dwa miotacze min, poległ jeden Wielkopolanin, 11 było rannych; jeden z nich później zmarł. Następnego dnia uszczuplona o te straty kompania wróciła do Lwowa jako rezerwa brygady. Dnia 24 kwietnia odbył się uroczysty pogrzeb poległych z kompanii ochotniczej i z Grupy Wielkopolskiej (łącznie 22), na cmentarzu Łyczakowskim. Emocjonalna więź pomiędzy żołnierzami z kresów zachodnich Rzeczypospolitej i ze Lwowa, utrwaliła się jeszcze bardziej. Był to czas świąt wielkanocnych, było więc sporo okazji do okazywania szczerej życzliwości i wdzięczności. Tradycyjna lwowska serdeczność okazywana była Wielkopolanom na każdym kroku.

            W dniu 29 kwietnia kopania poznańska, z całym batalionem szturmowym zaatakowała Ukraińców na północ od Lwowa, od Zboisk na Malechów, Laszki, Murowane, Sroki Lwowskie i Prusy. Potem na krótko zajmowała pozycje pod Żydatyczami, a 12 maja wróciła do Lwowa.

            Kolejny etap walk ochotniczej kompanii poznańsko-lwowskiej rozpoczął się 14 maja 1919 roku. Zajęto Zarudce, a potem walczyła (z przerwami na powrót do Lwowa) o Jaryczów Nowy, tracąc tylko jednego rannego, oficera, E. Götta. Po 23 maja zajęto Bogdanówkę nad Pełtwią, Gliniany i Olszanicę, a następnie zmuszono Ukraińców do wycofania się ze Złoczowa. 28 maja zajęto Woroniaki, następnego dnia Podlipce, a 30 maja złamano opór przeciwnika w Moniłówce koło Zborowa. W dniu 1 czerwca przekroczono Seret pod Horodyszczami-Obarzańcami; stamtąd zaś wyruszono do Iwanczan, a potem do Milna.

            Jeszcze 22 maja do kompanii dotarło kolejne uzupełnienie z Poznania, w sile 40 żołnierzy. W miejsce rannego pod Jaryczowem ppor. Götta do kompanii przydzielony został podporucznik Ludwik Korbut-Karaffa, na stanowisko dowódcy trzeciego plutonu.

            W połowie czerwca Ukraińcy znacznie się uaktywnili i zaszła nagła potrzeba przerzucenia poznańczyków przez Tarnopol do Chodaczkowa Wielkiego, a potem do Berezowicy Wielkiej, na południe od Tarnopola. Doszło tam do starcia zakończonego koniecznością odwrotu kompanii na lewy brzeg Seretu. Stamtąd osłaniano odwrót dywizji pułkownika Sikorskiego. Od 17 czerwca prowadzono walki odwrotowe w okolicach Podhajczyka i Zborowa – coraz intensywniejsze wobec wyraźnego załamania ducha w polskich szeregach. Jednak kompania poznańsko-lwowska zachowała zwartość i dyscyplinę, walczyła pod Olejowem i Kruhowem i przetrwała aż do 22 czerwca, gdy wreszcie ofensywę ukraińską udało się powstrzymać.

         Następnego dnia kompania zajęła pozycję obronną w okolicach Dworu Jaworskiego, Skwarzawy i Firlejówki – jako elementy obrony linii Gniłej Lipy. Już 28 czerwca 1919 r. siły polskie przeszły do kontrnatarcia, w którym żołnierze ochotniczej kompanii poznańsko-lwowskiej spisali się znakomicie. Dywizja lwowska osiągnęła linię Sassów-Strutyń, a następnego dnia kontynuowała działanie. W dniu 1 lipca kompania osiągnęła linię Maćków-Gaj-Chromysz i została zluzowana przez II batalion 39. pułku piechoty. 7 lipca 1919 r. generał W. Iwaszkiewicz wystosował Pochwalne uznanie, w którym stwierdził:

            Prawie 4 miesiące mija, jak przydzielono do frontu lwowskiego 1 kompanię ochotniczą Lwowsko-Poznańską. Jak w krytycznych dniach marca podczas walk o oswobodzenie Lwowa, tak i później podczas ofensywy naszej na wschód, kompania ta była wzorem i przykładem dla innych oddziałów swoją walecznością, dyscypliną i spełnieniem swego trudnego zadania.

        Prócz tego podkreślam, że za cały ten czas nie otrzymałem ani jednej skargi na tę kompanię od ludności cywilnej, co przypisuję  jej wysokiemu poczuciu obywatelskiemu.

            W przekonaniu, że kompania ta i nadal pozostanie wzorem waleczności, karności i ducha obywatelskiego, wyrażam tak oficerom, jak i żołnierzom tej kompanii moje uznanie i serdeczne podziękowanie.

            Cześć Wam, dzielni synowie Wielkopolski!

            Niestety, już 9 lipca opuścił kompanię jeden z dwóch oficerów-Wielkopolan, ppor. M. Soldenhoff, który chory, musiał pozostać w szpitalu. W pięć dni później oddział został przeniesiony do Podlisek, a 23 lipca wyłączony ze składu dywizji lwowskiej i przydzielony do Grupy Wielkopolskiej gen. D. Konarzewskiego. Do 5 sierpnia żołnierze kompanii stacjonowali w Husiatynie, a następnego dnia wyruszyli do Poznania. Po serdecznym pożegnaniu przez dowództwo dywizji lwowskiej i kolegów z Małopolski, czasowo przydzielonych do kompanii, w rodzinne strony wróciło 225 żołnierzy pod dowództwem ppor. J. Ciaciucha.

            W ciągu pięciu miesięcy istnienia kompanii przez szeregi oddziału przeszło około 280 żołnierzy. Poległo w walkach 11, 58 zostało rannych, 7 dostało się do niewoli – zatem straty były duże, osiągnęły 1/4 stanu osobowego. Ochotnicza kompania poznańsko-lwowska spisała się znakomicie, jej żołnierze w pełni zasłużyli na wdzięczność okazywaną im przez mieszkańców Lwowa, na uznanie i szczerą sympatię. Zachowali zwartość i dyscyplinę niezależnie od trudnej sytuacji na froncie, niczego nie można im było zarzucić pod względem porządku, zwartości i dyscypliny. Była to wyraźna zapowiedź postawy jednostek wielkopolskich już wkrótce, podczas znacznie cięższej próby w wojnie polsko – bolszewickiej 1920 roku.

* Dzieje ochotniczej kompanii poznańsko-lwowskiej z 1919 roku, są mało znane i słabo rozpropagowane, choć literatura na temat tego oddziału jest obszerna. W 1933 roku na łamach Szkiców i fragmentów z powstania wielkopolskiego 1918/19 (cz. 1) ukazał się monograficzny artykuł Andrzeja Wojtkowskiego: Ochotnicza kompania poznańsko-lwowska w walkach o Małopolskę Wschodnią – z podaniem literatury przedmiotu, jaka do tego czasu się ukazała. Odtąd niewiele w historiografii dodano do tamtych ustaleń.

PATRONI ULIC POZNANIA ZWIĄZANI Z KRESAMI POŁUDNIOWO-WSCHODNIMI DAWNEJ RZECZPOSPOLITEJ – cz.2

PIASECKI   EUGENIUSZ (1872-1947)

lekarz, profesor teorii wychowania fizycznego i higieny szkolnej

 

Eugeniusz Piasecki urodził się we Lwowie 13 listopada 1872 r. Ojcem jego był znany lekarz i prekursor idei wychowania fizycznego na ziemiach polskich Wenanty Piasecki, a matką – Klementyna z Hendrichów. Wenanty jest określany jako “apostoł powrotu do natury, prostego i higienicznego trybu życia”. Jako lekarz  “propagował przyrodolecznictwo, wychowanie fizyczne i pracę fizyczną (sam opanował ciesielstwo).” W ojcu zatem miał Eugeniusz doskonały wzór do naśladowania.

Po ukończeniu gimnazjum w Krakowie, Eugeniusz Piasecki studiował medycynę w Krakowie i we Lwowie uzyskując w 1896 r. stopień doktora na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów jakiś czas praktykował u Henryka Jordana. Pod wpływem Jordana oraz swego ojca, zrobił specjalizację gimnastyczną. W 1899 r. złożył też egzamin pedagogiczny z wychowania fizycznego. Z zapałem uprawiał narciarstwo, kolarstwo, taternictwo i gimnastykę. W tym samym roku Eugeniusz osiadł we Lwowie i podjął pracę pedagogiczną w IV Gimnazjum, w którym w roku 1904 utworzył Klub Gimnastyczno-Sportowy. Nie ograniczając się do środowiska IV Gimnazjum, włączał do współpracy także młodzież innych szkół lwowskich i wkrótce zorganizował Towarzystwo Zabaw Ruchowych. Napisał i opublikował broszurę “Wpływ ćwiczeń cielesnych na rozwój psychiczny młodzieży.” W tym czasie często odwiedzał Zakopane prowadząc tam założony przez ojca luksusowy pensjonat “Klemensówkę”. Jako nauczyciel IV Gimnazjum doprowadził w 1907 r. do przekształcenia Klubu Gimnastyczno-Sportowego w słynny później klub piłki nożnej “Pogoń”. Klubem tym kierował do objęcia prezesostwa Związku Sportowego w Galicji w 1909 r. Równocześnie pracował jako lekarz szkolny nie zaniedbując działalności naukowej. W tymże 1909 r. habilitował się na Uniwersytecie Lwowskim z higieny po czym przez kilka lat wykładał ten przedmiot oraz teorię wychowania fizycznego studentom Wydziałów Filozoficznego i Lekarskiego UL.

Eugeniusz Piasecki stawiał wyżej sport aniżeli samą gimnastykę i kładł nacisk na jak najszersze upowszechnienie kultury fizycznej. Był jednak przeciwnikiem pogoni za rekordami uważał bowiem, że celem winno być uodparnianie organizmów młodzieży na choroby, wyrabianie sprawności fizycznej ważnej w pracy i rozwijanie na tej podstawie walorów duchowych. W konsekwencji stał się twórcą w Polsce, a jednym z współtwórców w Europie teorii wychowania fizycznego łączącej zarazem anatomię, fizjologię, higienę i nauki przyrodnicze z pedagogiką. Idąc tą drogą przystąpił do szkolenia nauczycieli wychowania fizycznego.

W latach 1913/14 Eugeniusz Piasecki wykładał teorię w.f. w Towarzystwie Wykładów Naukowych w Poznaniu. Odbywał też liczne podróże zagraniczne śledząc stan wiedzy na ten temat w Europie Zachodniej. Uczestniczył w kongresach w.f. w Paryżu i Brukseli. Jeszcze przed I wojną światową publikował swoje prace w różnych czasopismach krajowych i zagranicznych.

Zainteresowany harmonijnym rozwojem młodzieży wcześnie zwrócił uwagę na rodzący się skauting i doceniając jego idee opracował wraz z M. Schreiberem podręcznik “Harce młodzieży polskiej”, w którym kładł nacisk na wychowanie w abstynencji, poznawanie tradycji narodowych i kraju ojczystego. Redagując w 1913 r. we Lwowie pismo “Skaut”, Piasecki wprowadził do użytku terminy: harcerstwo, harcmistrz, zastęp i ćwik.

Podczas I wojny światowej E. Piasecki znalazł się w Kijowie, gdzie prowadził wykłady oraz kursy harcerskie pod Kijowem. Współredagował wówczas pismo “Młodzież – harce” i wydał drugi podręcznik harcerski “Zabawy i gry ruchowe.” W 1918 r. powrócił na krótko do Lwowa.

W 1919 r. Piasecki przyjął propozycję wyjazdu do Poznania, gdzie powstawała nowa uczelnia wyższa – Uniwersytet. Jako profesor nadzwyczajny objął na nim katedrę wychowania fizycznego i higieny szkolnej przy Wydziale Filozoficznym. Od 1922 r. był profesorem zwyczajnym i od tego czasu kierował katedrą w.f. i higieny szkolnej na Wydziale Lekarskim UP. Była to pierwsza w Polsce, a trzecia w Europie katedra tego typu. Odtąd Eugeniusz Piasecki poświęcił się całkowicie wychowaniu fizycznemu. W zorganizowanym przez siebie Studium W.F. prowadził od 1924 r. pełny trzyletni kurs z prawem nadawania magisteriów. Zorganizował także w Poznaniu Centralną Szkołę Wojskową Gimnastyki i Sportów przeniesioną po kilku latach do Warszawy jako Centralny Instytut W.F. Zainicjował na wzór krajów skandynawskich Państwową Odznakę Sportową.

Dziełem Piaseckiego o dużym znaczeniu było opracowanie teorii wychowania fizycznego. W 1935 r. Ossolineum wydało jego klasyczny dwutomowy podręcznik “Zarys teorii wychowania fizycznego.” Natomiast dydaktyce w.f. poświęcił pracę “Wychowanie fizyczne.” Opracował również znakomitą syntezę umiłowanej przez siebie dyscypliny pt. “Dzieje wychowania fizycznego.”

Profesor Piasecki stworzył w Poznaniu silną, promieniująca na całą Polskę szkołę wychowania fizycznego, z której już przed wojną wyszło wielu oddanych swemu zawodowi nauczycieli. Międzynarodowy rozgłos szkole tej przyniosły wystąpienia jej twórcy na kongresach w Pradze, Kopenhadze, Paryżu czy Sztokholmie. Warto bowiem wiedzieć, że Eugeniusz Piasecki był poliglotą władającym osiemnastoma (sic !) językami.

Drugą wojnę światową Profesor przeżył we Lwowie. Do Poznania powrócił w 1945 r., aby podnieść ze zniszczeń wojennych Katedrę i Studium. Pracę tę przerwała 17 lipca 1947 r. jego śmierć. Spoczął na cmentarzu Górczyńskim.

Eugeniusz Piasecki żonaty był z Gizelą Marią z Szelińskich, z którą miał synów Stanisława, Władysława i Leszka oraz córki Eugenię i Wandę.

 

Iwo Werschler

W następnej części przedstawimy Krzysztofa Arciszewskiego – generała

 

Opracowano na podstawie:

St. M. Brzozowski, Piasecki Eugeniusz Witold,  hasło w PSB

F. Laurentowski,  Piasecki Eugeniusz, hasło w WSB

Z. Szafkowski, Eugeniusz Piasecki – patron Poznańskiej AWF, Semper Fidelis, Wrocław 2007 nr 1/96

R. Wacek, Wspomnienia sportowe, Opole bdw.

W. Witczak,  Eugeniusz Piasecki (1872 ? 1947), Dziennik Poznański z 27.08.1994

Msza św. w intencji Tadeusza Tomkiewicza

Informuję, że w dniu 20 marca 2012 r. zostanie odprawiona Msza św. w intencji naszego Kolegi ś.p. Tadeusza Tomkiewicza. Msza św. odprawiona zostanie o godz. 18.30 w kościele Św. Stanisława Kostki na Winiarach (ul. T. Rejtana 8).

Hanna Dobias-Telesińska

WIELKOPOLANIE NA KRESACH

W tym roku tematem Dni Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich będą Wielkopolanie na Kresach. Teraz: trochę Wielkopolski na Kresach.

W książce “Wołków-Kołczyn. Dzieje parafii i parafian – napisanej przez Jana Minorowicza  (2004) zawarta jest też broszura   wydana wcześniej (1937) przez ks Józafata Giszczyńskiego, proboszcza parafii rzymsko-katolickiej w Wołkowie (pow. Lwów).

I w tej to broszurce czytamy: “Za króla Kazimierza Wielkiego ziemia czerwieńska tj. lwowsko-halicka w roku 1366 wróciła do Polski (…). W pierścieniu Lwowa nad rzeczkami Pełtwią i Żuberką,  na urodzajnej – lecz niezaludnionej – ziemi kresowej osiedlił (król) rodziny przybyłe z Wielkopolski. Powstałe kolonie przybierały nazwy te same, które miały te miejscowości, z których osadnicy pochodzili, również kościołom, które stawiali na nowej ziemi nadawali tytuł patrona miejscowości rodzinnych.

Z południowych powiatów ziemi Wielkopolski w roku 1369 osiedliły się nad Żuberką dwie kolonie: Krotoszyn i Wołków. Te dwie osady polskie dzieli wieś czysto ruska Żyrawka, która o wiele później na ziemi królewskiej z jeńców tatarskich osiadła. Mimo, iż  Krotoszyn graniczy z tą ruską wsią, pozostał on do dziś dnia czysto polski.

Wieś Wołków zaś podarował skarb królewski łowczemu ziemi halickiej panu Kurdwanowskiemu.”

 

Wanda Butowska

 

W: Ks. Józafat Giszczyński, Jan Minorowicz – “Wołków-Kołczyn. Dzieje parafii i parafian”. Lwów 1937/Gorzów-Kołczyn 2004. Biblioteczka Nadwarciańskiego Rocznika Historyczno-Archiwalnego  nr 15.