PIELGRZYMKA KRESOWA DO SZYMANOWA I NIEPOKALANOWA – RELACJA

W sobotę 7 czerwca, piętnastoosobowe grono członków i sympatyków naszego oddziału udało się na kresową pielgrzymkę do znajdującej się w Szymanowie koło Sochaczewa Matki Boskiej Jazłowieckiej oraz do znajdującego się od niego o 7 kilometrów Niepokalanowa – miejsca pracy św. Ojca Maksymiliana Kolbe.

Zbiórka o 6.30 na poznańskim Dworcu Głównym. Jako środek transportu wybraliśmy pociąg – niestety nasze grono jest mało liczne na autokar, a i sam dojazd pociągiem zarówno godzinowo jak i odległościowo od dworca nie jest uciążliwy. Dzięki zaangażowaniu kol. Michała Wojtasiaka podróż pociągami przebiegła dla pielgrzymów bezproblemowo.

Ze stacji w Niepokalanowie, busikiem przejechaliśmy do Szymanowa. Tam to od 1946 roku swój dom mają wyrzucone z Jazłowca Siostry Niepokalanki wraz ze słynącą łaskami figurą MB Jazłowieckiej.

Jedna ze sióstr opowiedziała nam historię zgromadzenia, o figurze jak i o klasztorze, a są to losy bardzo ciekawe.

Zakon sióstr Niepokalanek założony został w 1857 roku w Rzymie, przed dwie Polki: Józefę Karską i Marcelinę Darowską. Po śmieci pierwszej z nich, M. Darowska jako przełożona zakonu w 1863 roku podjęła decyzję o przeniesieniu zgromadzenia na swe rodzinne Podole, a dokładnie do Jazłowca, gdzie właściciel majątku Krzysztof Błażowski przekazał siostrom pałac należący ongiś do Poniatowskich. W pałacu tym siostry założyły szkolę, która cieszyła się wielką renomą i istniała aż do 1939 roku.

Sam posąg Matki Boskiej został wykonany w 1884 r. w Rzymie w marmurze kararyjskim przez rzeźbiarza Oskara Sosnowskiego – w tym samym materiale Michał Anioł wyrzeźbił słynną „Pietę”. Rzeźba waży blisko tonę i mierzy 170 cm. W lipcu 1939 roku posąg koronowany został przez Prymasa Polski Augusta Hlonda, na tę uroczystość wojsko wykonało specjalny obracany podest balkon oraz wykuto otwór w ścianie by przybyłe tysiące pielgrzymów mogło widzieć ceremonię.

W okresie międzywojennym z klasztorem i figurą silnie związany był 14 Pułk Ułanów nazwany później „jazłowieckim”, od ciężkiego boju jaki pułk stoczył w lipcu 1919 roku, odpierając Ukraińców od klasztoru. Po tym wydarzeniu NMP Jazłowiecka została patronką pułku, a wychowanki SS Niepokalanek ufundowały pułkowi sztandar.  Do cudownych ocaleń klasztoru należy dodać także to z okresu I Wojny kiedy ostrzeliwującym klasztor ukazała się biała postać – była to albo MB Jazłowiecka albo S. Darowska.

14 Pułk Ułanów jeszcze raz zapisał się na kartach historii – we wrześniu 1939 roku idąc na odsiecz oblężonej stolicy stoczył z Niemcami bój pod Wólką Węglową – była to ostatnia w historii polskiej jazdy szarża całego pułku na pozycje wroga.

W 1946 roku siostry opuściły Jazłowiec. Jednym z problemów było zabranie samej figury. Na szczęście (a może za sprawą sił wyższych) nocujący w klasztorze dowódca radzieckich saperów, który sam był polskiego pochodzenia, wraz ze swymi żołnierzami pomógł siostrom zabrać figurę i zawieść ją do Czortkowa. Stamtąd jako „repatriantki” siostry trafiły do podwarszawskiego Szymanowa, gdzie od 1933 roku znajduje się ich dom generalny.

Obecnie siostry powoli odbudowują odzyskany klasztor w Jazłowcu. W Szymanowie zaś mieszka sióstr blisko 50, ale borykają się z brakiem powołań – mają tylko jedną postulantkę. W samym Szymanowie prowadzą gimnazjum i liceum z internatem, zgromadzenie ma także szkoły w Wałbrzychu, Jarosławiu, Warszawie, technikum w Nowym Sączu i przedszkole w podwarszawskich Łomiankach.

To tyle o historii zakonu i figury, która jest nam bardzo bliska. W klasztorze zwiedziliśmy także sale pamięci 14 Pułku Ułanów, obejrzeliśmy wystawę, kilka pamiątkowych zdjęć, wspólna modlitwa kilka słów od nas i dla nas odczytanych przez naszą Panią prezes i dalsza jazda – niechętnie bo Szymanów oczarował wielu z nas i chętnie byśmy pozostali tam dłużej.

Kolejnym punktem naszej pielgrzymi był Niepokalanów – sanktuarium świętego Ojca Maksymiliana Kolbe, który tą miejscowość założył i w niej pracował. To za jego sprawą katolickie radio i prasa rozpowszechniała się po całej Polsce, a swoją męczeńską śmiercią zwrócił i zwraca uwagę ludziom na prawdziwe wartości naszego życia.

W Niepokalanowie zwiedziliśmy:

– Maleńki drewniany kościółek – miejsce pierwszej pracy ojca Maksymiliana

– Muzeum pożarnictwa – braciszkowie mieli swoją własną jednostkę OSP, w której służyli w habitach. Eksponaty z ich działalności a także z historii pożarnictwa znajdują się w budynkach straży. W drugim z nich znajdują się dwa pojazdy z pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II

– Muzeum O. Kolbego – W przestronnych izbach zobaczyliśmy całą drogę O. Kolbe. Od urodzin w 1894 roku w Zduńskiej Woli, wstąpienie we Lwowie do zakonu, studia w Rzymie, pracę misyjną w Japonii, założenie Niepokalanowa, po męczeńską śmierć w bunkrze głodowym obozu Oświęcimskiego. Wśród zbiorów muzeum wyróżniały się pamiątki po działalności Niepokalanowa w okresie międzywojennym prócz drukarni (nakład wydawnictw w 1939 wyniósł 1 milion), piekarni i wspomnianej jednostki straży braciszkowie mieli także własne radio, stacje metrologiczną, a nawet rozpoczynali próby z telewizją), rekonstrukcja celi klasztornej O. Kolbe, oraz prawdopodobnie jego obozowy pasiak.

Po przerwie obiadowej chcieliśmy udać się na pobliski cmentarzyk, na którym pochowany jest m.in. Franciszek Gajowniczek, którego O. Kolbe uratował. Niestety warunki pogodowe były mocno niesprzyjające. Zamiast tego udało nam się zobaczyć „panoramę tysiąclecia” – makietę przedstawiające losy polski w 1000 leciu jej istnienia z zaprezentowaniem najważniejszych postaci z jej historii i uwypuklając kult Maryjny w kraju.

Po zakończeniu prezentacji osoby chętne udały się do Bazyliki na nabożeństwo – misterium które jest w niej odprawiane codziennie o godzinie 15.00, natomiast pozostała część grupy udała się do domu pielgrzyma na wspólną kawę i „słodkie”.

O 17.30 odjazd do Poznania i element żartobliwy. Wsiadając do pociągu na przesiadce w Łowiczu, do opóźnionego o 10 minut pociągu usłyszeliśmy komunikat „z powodu opieszałych pasażerów na stacji Łowicz pociąg ma opóźnienie 10 minut”. Setnie nas to ubawiło, szczególnie że pociąg tak szybko odjeżdżał że część z nas wsiadła do innych wagonów.

Pomęczeni, ale jak sądzę zadowoleni, dojechaliśmy przed 21-wszą do Poznania. Wyjazd na pewno zbliżył wielu z nas, a myślę że widząc koleżeńską-bratnią atmosferę niektórzy częściej w środy zaczną się pokazywać, a kto wie może i wstąpią w nasze szeregi nowe osoby.

Tekst: Igor Megger, foto: Igor Megger i Jacek Tylewicz