W dniu 20 czerwca grupa jedenastu członków i sympatyków naszego Towarzystwa spotkała się na poznańskim Dworcu Głównym. Celem tegoż „spotkania” była pielgrzymko-wycieczka do podwarszawskich Lasek, by jako pielgrzymi nawiedzić i zwiedzić dzieło wielkiej kresowianki – błogosławionej Siostry Róży Czackiej – słynny zakład dla osób niewidomych. Po drodze i przy okazji zwiedzić mieliśmy także Muzeum Bitwy na Bzurą w Sochaczewie, oraz cmentarze w Laskach: wojenny z 1939 roku oraz dwa cywilne z grobami wybitnych kresowian jak Jerzy Michotek, Ks. Popławski itd. Nad całością wycieczki piecze mieli piszący te słowa oraz kol. Michał Wojtasiak.
Niestety, wszystkie nasze misterne plany wzięły w przysłowiowy „łeb”.
Na dworcu okazało się, że pociąg „Zielonogórzanin”, który wyjechać miał z Poznania o 7:44 ma opóźnienie – wpierw 70 min., później 130 min. Opóźnienie ulegało zmianie „na niekorzyść”.
Po uzyskaniu informacji, że przyczyną awarii jest zerwana trakcja na linii Opalenica-Nowy Tomyśl, polecono nam, byśmy na nasze bilety udali się na pociąg o 9:08 do Warszawy, ale startujący w Poznaniu, a po miejscówki udać mamy się do kasy. Po zebraniu od grupy biletów okazuje się, że niestety miejscówek już brak, i polecono nam siadać „gdzie wolne”.
Pociąg 9:08 co prawda nadjechał (podstawiony), ale okazały się następujące problemy: wagon, do którego wsiedliśmy był bez prądu – czyli był ciemny, duszny i nieklimatyzowany, oraz zaczęli się na niego „schodzić” pasażerowie, którzy mieli miejscówki – spowodowało to wyrzucanie naszych ludzi z zajętych miejsc, a nie oszukujmy się, większość grupy była w wieku senioralnym (9 biletów ulgowych i 2 normalne). Piszący te słowa jako współorganizator zajął honorowe miejsce na schodach przy toalecie, z perspektywą pobytu tam 2,5 godzinnego, pomimo opłaconego wcześniej biletu z miejscówką.
Pociąg ruszyć miał 9:08 – czyli mamy już opóźnienie blisko półtorej godziny. A tu pociąg nie rusza, na pytania obsługa na stacji informuje: „nie wysiadać, zaraz ruszamy”, a tu już nie 9:08, a 9:38, 10:00… Trzeba powoli odwoływać punkty programu, przekładać obiad, poinformować busik Sochaczew-Laski…
Ruszamy ok 10:20 (opóźnienie blisko 2,5 godz.) i tu zaskoczenie największe – jedziemy w drugą stronę! Przychodzi kierownik pociągu: „Najpierw jedziemy do Buku, po pasażerów z komunikacji zastępczej z innych pociągów”. Oburzenie na pokładzie. „Zaraz przyniosę państwu wodę, włączę klimatyzacje”, bo w wagonie nagrzane jak w piecu chlebowym. Bezsilny, poprosiłem kolegę W. Opiata: „Władek spytaj go, o której będziemy w Sochaczewie” „O 13.00 – w Buku tylko stajemy na chwilę by zabrać pasażerów i ruszamy na Warszawę”. Czyli mamy 3 godz. opóźnienia. Muzeum w Sochaczewie odwołujemy (czekał na nas zamówiony przewodnik), busik, obiad i zwiedzanie Lasek przekładamy.
Dojeżdżamy do Buku. Przysłowiowa „lampa” pełna. Do pociągu prawie nikt nie wsiada, wody brak. Mija 10 min., 20, 30. Odwołujemy obiad – grupa mówi twardo jedziemy choćby tylko do Lasek. W wagonie brak klimatyzacji, okna poblokowane, wysiadać strach, bo zaraz mamy ruszać, gotujemy się i czekamy. Po godzinie stania w Buku, tj. ok 11:30 podejmujemy decyzję – wyjazd odwołany. Nawet jakbyśmy ruszyli w tej minucie to w Sochaczewie jesteśmy o 14:00 czyli z 4 godzinami opóźnienia. Wyjazd stracił sens a ludzie zapał, do tego wszyscy byli już wykończeni fizycznie. Przepraszamy telefonicznie wszystkich co na nas czekali, którzy poświecili swój czas by nas powitać, a także stracili klientów – bardzo nam głupio, ale wszyscy rozumieją, kto mógł przewidzieć taką sytuację.
Pociąg ruszył przed 12.00, ponad godzinę stał w Buku. Wody nie otrzymaliśmy. Klimatyzacji brak. Ze strachem czy w nim stanie, dojeżdżamy do Poznania o 12:20 czyli, znaleźliśmy się w punkcie wyjścia mając prawie 5 godzin opóźnienia, wedle 7:44. Widzieliśmy, że wody wnoszą dopiero na dworcu w Poznaniu. Z kol. Michałem udałem się do kasy biletowej, zwrócić bilety, otrzymaliśmy co prawda 100% zwrotu ale każdy bilet (11×2=22) musiał być anulowany osobno. O 13.00 z p.p. Wojtasiakami opuściliśmy dworzec, gdzie widniał jeszcze nasz pociąg 9:08…
Do państwowego przewoźnika PKP wystosowaliśmy skargę i wniosek o zadośćuczynienie dla naszej grupy. Bo tak jak do zerwania trakcji pretensji nie można mieć, to już do braku informacji, braku klimatyzacji, wreszcie do wywiezienia nas do Buku pretensje mieć trzeba. Gdybyśmy byli poinformowani o podroży do Buku, szukalibyśmy innej komunikacji, a tak…
Grupa nasza spisała się mimo wszystko dzielnie, nie było narzekań, i planujemy wyjazd dalej tą samą trasą tym razem we wrześniu. O szczegółach i zapisach poinformujemy na naszej stronie w połowie lipca.
tekst i foto: Igor Megger




