POZNAŃSKI CZERWIEC 1956 OCZAMI POZNAŃSKICH LWOWIAN I KRESOWIAN cz.1

zebrał i opracował Igor Megger

Wydarzenia z dnia 28 czerwca 1956 roku wstrząsnęły całym krajem. Robotnicy, których pobory były niższe z powodu niesłusznie naliczanego podatku, podsyceni fałszywą informacją o aresztowaniu zakładowej delegacji, chcieli ją uwolnić. Po bezkrwawym zdobyciu więzienia przy ul. Młyńskiej cześć manifestacji przeszła pod Urząd Bezpieczeństwa przy ul.Kochanowskiego. Tam też rozległy się pierwsze strzały – które nie wiadomo z czyjej ręki padły. Zaczęły się walki zakończone interwencją wojska jeszcze tego samego dnia. Zginęło oficjalnie ok. 60 osób plus nieznana ilość żołnierzy rozstrzelanych za niewykonanie rozkazu strzelania do rodaków, oraz więźniów wymordowanych w kazamatach UB. Na placu Mickiewicza od 1981 roku stoi pomnik upamiętniający ofiary ?Poznańskie Krzyże?. Przy pomniku tym w 1997 roku modlił się Ojciec Święty Jan Paweł II.

Na temat przyczyn, przebiegu, skutków, napisano wiele. Nie chciałbym tu obalać niektórych powszechnie przyjętych opinii, odbrązowywać bohaterów, czy też wręcz przeciwnie – stawiać im pomniki. Ciężko nazwać te wydarzenia ?Powstaniem? choć kto wie, czy jak by nie potrwało dłużej, w takie by się nie przerodziło. Z pewnością było by stłumione krwawo – tak jak na Węgrzech w 1956 roku. Zajścia prócz bohaterskich pobudek miały też incydenty kryminalne – na dworcu grupa ludzi pod wodzą pijanych wiejskich wyrostków zakatowała niewinnego strażnika kaprala Zygmunta Izdebnego. Nie oznacza to, że UB było święte, wręcz przeciwnie – prawdopodobnie 13?letni Romek Strzałkowski został śmiertelnie postrzelony w plecy z premedytacją przez funkcjonariuszkę UB, a 19-letni Roman Kubiak został zakłuty bagnetem w brzuch. Procentowo rzecz ujmując 80 % ofiar było przypadkowych tj. nie walczyło z bronią po jednej czy drugiej stronie ?barykady?.

Zbliżająca się kolejna rocznica ?Poznańskiego Czerwca? zachęciła mnie do spisania wspomnień naszych członków na ten temat. Na temat ?wypadków poznańskich? przepytałem naszych członków – jak oni je pamiętają, czy brali w nich udział. Kilku brało udział aktywny, kilkoro było naocznymi świadkami, następne kilka osób nie mieszkało wtedy w Poznaniu, a kilkoro naszych członków jest za młodych by je pamiętać. Poniżej publikuję wspomnienia osób, które brały aktywny udział, były naocznymi świadkami, lub też wydarzenia te w inny sposób utkwiły w ich pamięci. Przytaczam głównie relacje niepublikowane w książkach. Dlatego wspomnienia Egona Naganowskiego i Tadeusza Dobrzańskiego skróciłem, gdyż są powszechnie dostępne, oraz są długie na kilka stron. Relacja Feliksa Sikorskiego była opublikowana, ale tylko w ?Głosie Wlkp.? – dlatego jest niedostępna. Osobom zainteresowanym wspomnieniami świadków polecam szczególnie wydaną w 2006 roku ponad 600-stronicową książkę Aleksandra Ziemkowskiego ?Poznański Czerwiec 1956 – relacje uczestników?. Przy wspomnieniach opracowanych już przez kogoś innego jest informacja o jego pochodzeniu. Podzielić je można na kilka grup pochodzenia:

  1. Wspomnienia E. Naganowskiego i T. Dobrzańskiego ukazały się w w/w książce Ziemkowskiego.
  2. W II tomie naszej księgi Pamiątkowej ukazało się wspomnienie St. Łukasiewicza oraz informacja o A. Tunie, ukazało się także już w/w wspomnienie T. Dobrzańskiego.
  3. Relacja F. Sikorskiego ukazała się w ?Głosie Wielkopolskim? w 2006 roku.
  4. Wspomnienia M. Wielebskiej, B. Łączkowskiej oraz A. Kuczyńskiego otrzymałem w maszynopisie.
  5. Relacje K. Góraka, D. Szwarc, M. Osady, M. Szpytki, J. Furmaniuka, K. Kubiak, i M. Wojtasiaka otrzymałem ustnie w maju/czerwcu br. i spisałem.
  6. Informacje o W. Budzyńskim otrzymałem od jego żony Zofii, oraz z dokumentów, które mi udostępniła. Natomiast o Sł. Baranowskim informacje przekazała H. Dobias-Telesińska. Na zakończenie umieściłem relację z mojej rodziny na temat Cz. Milanowskiego

Łącznie zebrałem 18 relacji i informacji w tym 13 relacji (z pkt. 4-6) które niebyły nigdy wcześniej publikowane. Czterech członków z naszego Towarzystwa, których spytałem o wspomnienia, w tym czasie nie mieszkali, ani nie było ich w Poznaniu.

Wśród ponad 60 ofiar zrywu jedna tylko pochodziła z Kresów. Był to urodzony w 1930 roku w Lidzie (ob. Białoruś) Czesław Milanowski – student IV roku Wydziału Elektrycznego Politechniki Poznańskiej, zamieszkały w Poznaniu. Zmarł w szpitalu następnego dnia po wydarzeniach, od uszkodzeń brzucha, wątroby i jelit na wskutek postrzału na Kaponierze o godz. 12.00 – a wiec jeszcze przed walkami. Zginął w dzień odebrania dyplomu. Pochowany został na Junikowie.

Tiun Adam (ur. 1939 r. Lwów) – Jako 17-letni pracownik Zakładów Produkcji Pomocniczej Łączności w Poznaniu wraz z załogą przyłączył się do wychodzących na ulice Poznania robotników. M. in. uwalniał więźniów z aresztu przy ulicy Młyńskiej, uczestniczył w otwarciu więziennego magazynu broni, która następnie została użyta przez powstańców. Brał udział także w szturmowaniu siedziby Urzędu Bezpieczeństwa na ul. Kochanowskiego. Uczestniczył w eliminowaniu radiostacji zagłuszającej Wolną Europę i BBC, która znajdowała się na dachu budynku przy ul. Mickiewicza/róg Dąbrowskiego. W październiku 1956 roku został wezwany przed Sąd w roli świadka. Następnie oskarżono go o udział w zamieszkach, o kradzież broni z magazynów Politechniki Poznańskiej i o posiadanie pistoletu. Wówczas już władza była ?rozmiękczona? i wyroku nie dostał, ale za to pensję w zakładzie mu obniżono. Adam Tiun uczestniczył w montowaniu Pomnika Poznańskiego Czerwca 1956 (Poznańskie Krzyże), upamiętniającego wydarzenia Powstania Poznańskiego z 1956 r. oraz późniejszych wystąpień robotniczych w PRL-u. Zadaniem Adama Tiuna było, wykonany przez ?Teletrę? informator, zamontować obok Krzyży i przez szereg lat go konserwować. Pomnik odsłonięty został 28 czerwca 1981 r. w 25. rocznicę wydarzeń czerwcowych. W ramach obchodów 55. rocznicy Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku w roku 2011 Adam Tiun uhonorowany został Złotym Krzyżem Zasługi. W 2013 r. odznaczony został medalem ?Za Zasługi dla Województwa Wielkopolskiego?. Z okazji 60 rocznicy Poznańskiego Czerwca 56, w 2016 roku podobnie jak inni kombatanci, otrzymał medal okolicznościowy. Adam Tiun był współzałożycielem NSZZ ?Solidarność? przy WZT ?Teletra? w Poznaniu, w których pracował do emerytury. W czasie stanu wojennego rozprowadzał prasę podziemną. Obecnie na spotkaniach z młodzieżą harcerską i szkolną daje świadectwo prawdzie o wydarzeniach z czerwca 1956 r. Zawsze podkreśla swoje lwowskie pochodzenie. W/w wspomnienie ukazało się w II tomie naszej Księgi Jubileuszowej (opr. Hanna Dobias-Telesińska).

Baranowski Sławomir (ur. 1933 – zm. 1997 r. Poznań) – Jako młody chłopak był przesłuchiwany przez UB pod kątem udziału w Poznańskim Czerwcu, na skutek brutalnego jego przebiegu stracił wzrok. Był naszym członkiem i pomimo kalectwa wraz ze swoim przyjacielem brał aktywny udział w naszych spotkaniach. Zmarł w 1997 roku i pochowany został na Junikowie (informacje od H. Dobias-Telesińskiej).

Budzyński Wojciech (ur. 1939 r. Wilno) – Był na ul. Kochanowskiego, gdy już strzelali. Wieczorem wraz z grupą kolegów szedł 28 czerwca ulicą Fredry na wysokości podcieni Technikum Kolejowego. Według relacji grupa ok 10 chłopców spytała milicjanta w cywilnym ubraniu czy mogą przejść na druga stronę ulicy. Mężczyzna ten zgodził się po czym zaczął strzelać do tej kilkuosobowej grupy. Jeden chłopiec (Błażejak Henryk) zmarł po tygodniu z ran, Wojciech. Budzyński przeżył, gdyż wciągnęła go do bramy rannego nieznana młoda kobieta. Z powodu postrzału w kolano, w szpitalu amputowano mu nogę. Po amputacji przeszedł, jeszcze w szpitalu, dramatyczne przesłuchanie. Przesłuchujący go funkcjonariusz UB położył pistolet przy nim na stoliku i wypytywał go, co spodobało u niego rozstrój psychiczny. Dopiero odważne pielęgniarki wypędziły UBeka ze szpitala. W ramach późniejszej akcji łączenia rodzin wyjechał w 1959 roku do Anglii. Za udział w Poznańskim Czerwcu został odznaczony oraz nadano mu statut kombatanta. Pomimo zakrojonych poszukiwań nie udało mu się po latach odnaleźć kobiety, która wciągnęła go wtedy do bramy i możliwe, że uratowała mu wtedy życie.

Dobrzański Tadeusz (ur. 1930 Toruń zm. 2012 Poznań) – Tadeusz Dobrzański w stopniu kapitana był dowódcą czołgu, który skierowano z Golęcina na stłumienie zamieszek. Na moście dworcowym przeżył dramatyczne chwile, gdyż jeden z cywili rzucił mu się pod czołg – na szczęście czołg go ominął. Na ul. Kochanowskiego czołg obrzucony został butelkami z benzyną. Po wyjściu z czołgu i schowaniu broni tłum zaczął krzyczeć ?Wojsko z nami!?. Na ul. Dąbrowskiego czołg, którym dowodził prawie zderzył się z prowadzonym przez demonstrantów innym czołgiem. Czołg T. Dobrzańskiego zrobił manewr, który skończył się dla kapitana obrażeniami głowy. Czołg wycofuje się, na wysokości dawnej pływalni przy ul. Niestachowskiej, zatrzymał się a T. Dobrzański udał się do polowego szpitala w szkole przy ul. Żeromskiego, co wyłączyło go, ku jego radości, z dalszych wydarzeń. Kilkustronicowe wspomnienia T. Dobrzańskiego z Poznańskiego Czerwca opracowane przez jego krewnego Jacka Kołodzieja, znajdują się w II Tomie naszej księgi pamiątkowej pod nazwą ?Wspomnienia Kapitana?.

Sikorski Feliks (ur.1927 r. Grodno zm. 2011 r. Poznań) ?Już poprzedniego dnia planowałem obejrzenie Międzynarodowych Targów Poznańskich wraz z moją mamą, i tak też uczyniliśmy, zupełnie nie spodziewając się dramatycznych wydarzeń. Był to ostatni dzień targowy. Rozpoczęliśmy zwiedzanie MTP od wejścia przy ul. Śniadeckich około godz. 10. Nie pamiętam już czy zdołaliśmy przejść przez jeden może dwa pawilony. Nagle na trasie zwiedzania natknęliśmy się na grupkę młodych osób z transparentem. Na płótnie widniał odręczny napis ?Chleba i Wolności?. Ci młodzi ludzie, wyglądający na robotników, poruszali się półbiegiem po uliczkach między pawilonami. Zrobiło to na nas piorunujące wrażenie. Domyśliliśmy się, że musiało stać się coś ważnego. Czuliśmy, że wybuchł jakiś poważny protest. Choć nie znaliśmy jeszcze bezpośredniej przyczyny. Miałem przy sobie aparat, ale żałuje, że nie nacisnąłem migawki, po prostu miałem głowę zaprzątniętą niezwykłym widokiem protestujących, którzy odważyli się wystąpić przeciwko ustrojowi – w tamtych czasach w czasie niemal powszechnej inwigilacji i licznych represji. Było to wręcz trudne do wyobrażenia. Rychło zdałem sobie sprawę że protestujący skorzystali z trwających Międzynarodowych Targów Poznańskich dzięki czemu świat błyskawicznie dowiedział się o buncie. Zwiedzających było dużo, do czego przyczyniła się dobra pogoda. Dużą część gości targowych stanowiły osoby z poza Poznania, które zamierzały przeznaczyć na zwiedzanie cały dzień. Wielu oglądało eksponaty na otwartym powietrzu poza halami. Tymczasem, gdy protest rozlał się na centrum Poznania dyrektor MTP (w tym czasie dyrektorem targów był kresowiak Stefan Askanas- przyp. I. Megger) zarządził zamknięcie pawilonów. Potem wielokrotnie wzywał ludzi przez megafony do opuszczenia terenów targowych. Ci jednak robili to nieśpiesznie. Jeszcze nie wiedzieli, co się świeci. Chcąc nie chcąc wróciliśmy do domu przy ul. Matejki. Po południu mój brat (Bolesław Sikorski – także był członkiem TML – przyp. I. M.) wrócił z pracy. Wiedział już więcej o rozruchach w centrum miasta. Około godziny 18 zdecydowaliśmy się pójść w kierunku Jeżyc. Chcieliśmy dotrzeć w okolice siedziby Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Kochanowskiego. Przechodząc przez ul. Świerczewskiego (ob. Bukowska) zauważyliśmy kilka stojących tam czołgów. Potem przeszliśmy ulicą Kraszewskiego do rynku Jeżyckiego. Wraz z nami szło i biegło wielu innych poznaniaków. W chwili gdy dochodziliśmy do ul. Dąbrowskiego powietrze przeszyła seria z karabinu maszynowego. Rozległ się straszliwy świst, tak dobrze znany mi z czasów wojny i konspiracji, która zakończyła się zaledwie 11 lat wcześniej. Mimo lecących kul postanowiliśmy zaryzykować. Nie zdołaliśmy jednak dojść nawet do kina ?Rialto?. Idąc pod murami kamienic, dotarliśmy do wnęki przed starym domem. Była to kamienica szachulcowa z drewnianą werandą. We wnęce schroniło się sporo ludzi. W pewnym momencie naprzeciwko nas – po drugiej stronie ulicy – padł mężczyzna sporej postury, nie dawał znaku życia. Wkrótce nadjechała karetka pogotowia. Lekarz stwierdził zgon. Podziwialiśmy odwagę załogi karetki pracującej pod gradem kul (dopiero później dowiedzieliśmy się, że strzelano z karabinu maszynowego umiejscowionego na czołu stojącym u wylotu ul. Kochanowskiego). Kiedy sanitariusze chcieli wynieść zabitego, ludzie krzyknęli: ?Nie zabierajcie go, niech wszyscy widzą, do czego są zdolni komuniści?. W obliczu tak groźniej , wręcz niebezpiecznej, sytuacji postanowiliśmy wycofać się powrotem do rynku Jeżyckiego, a potem wrócić do domu. Uznaliśmy z bratem, że możemy zostać zastrzeleni. Powiedzieliśmy sobie, że ciekawość musi ustąpić rozsądkowi, bo taka śmierć – nie w walce z bronią w ręku, jak przystało na kombatantów wojennych – nie ma sensu. Byliśmy przecież żołnierzami Armii Krajowej. Po latach wojowania, przeżyliśmy szczęśliwie okupacje niemiecką i jedenaście lat okupacji sowieckiej, intuicyjnie pragnęliśmy żyć dalej i doczekać wolnej Polski, choć w tamtej epoce takie oczekiwania wydawały się mało realne. A już zwłaszcza w czasie gdy władza strzelała do ludzi wołających o wolność i demokrację. Piątkowy ranek 29 czerwca był mglisty i parny. Tego dnia znów mnie i brata ciągnęło do miasta, więc ruszyliśmy zobaczyć co się dzieje. Tym razem doszliśmy do ul. Kochanowskiego, jej wylot tarasował przewrócony tramwaj, czołgu T-34 już nie było. Dowiedzieliśmy się że pocisk wystrzelony z niego zdemolował mieszkanie na pierwszym lub drugim piętrze. Na szczęście obyło się bez ofiar, bo mieszkanie było puste. Obejrzeliśmy gmach Urzędu Bezpieczeństwa z widocznymi śladami podpalenia. Ściana frontowa była okopcona i miała liczne dziury od kul. Podobne ślady widniały na wielu innych budynkach w Poznaniu. Dość szybko zostały usunięte, ale nie udało się zatrzeć ludzkiej pamięci. Poznaniacy wrócili do pracy, nastały dni smętnej wegetacji, ale w sercach ludzi nic już nie było takie jak przed ?czarnym czwartkiem?. Powyższe wspomnienie Feliksa Sikorskiego ukazało się w ?Głosie Wielkopolskim? 11 sierpnia 2006 roku.

Naganowski Egon (ur. 1913 r. Innsbruck zm. 2000 r. Poznań) Członek TML o. Poznań, ojciec byłego prezesa naszego Oddziału Tomasza Naganowskiego. Pisarz, krytyk, tłumacz. Ówcześnie był redaktorem Poznańskiej Rozgłośni Polskiego Radia, 28 czerwca około godz. 13.00 postrzelony został w plecy na balkonie II piętra domu przy ul. Kochanowskiego 6. Był świadkiem w jednym z procesów po poznańskim czerwcu. Poniższe wspomnienie jest skrótem obszernego 4-stronicowego wspomnienia z 1981 roku. Po godzinie 9.00 rano E. Naganowski wyszedł z domu przy ul.Ratajczaka zaciekawiony dużą demonstracją robotników. Dotarł przed Komitet Wojewódzki PZPR do którego to gmachu wszedł razem z demonstrantami. Po opuszczeniu gmachu KW, który nie był jeszcze demolowany, dotarł na Młyńską pod opustoszałe więzienie. Udając się do swojego miejsca pracy tj. do radia przy ul. Berwińskiego, na wysokości mostu dworcowego, zaciekawiony strzałami z kierunku ul. Dąbrowskiego skierował się w tym kierunku. Dotarł pod gmach ZUS-u, gdzie był świadkiem zrzucenia aparatury zagłuszającej zachodnie stacje radiowe. Ponieważ na ul. Kochanowskiego był już tłok udał się do mieszkania swojej znajomej mieszkającej na tej ulicy, gdzie z okna od godz. 12.00 oglądał przebieg wydarzeń. Był świadkiem następujących wydarzeń i sytuacji, które cytuję w oryginale. ?Na ul. Dąbrowskiego stał tramwaj oblepiony ludźmi. Od niego prawie całą szerokość ul.Kochanowskiego zajmował tłum, ciągnący się aż do domu pod nr.4, gdzie ludzie utworzyli jakby żywą barierę, okalającą gmach Urzędu Bezpieczeństwa, z którego przez krótką chwile lały się na manifestantów strumienie wody. Na wprost frontonu gmachu UB, na przeciwległym chodniku, stały trzy młode tramwajarki, trzymające poziomo przed sobą flagę-wstęgę o barwach narodowych. Ponadto środkowa trzymała uniesioną i nieco postrzępioną chorągiew, przypuszczalnie podziurawioną przez kule. Raz po raz rozlegały się bowiem odgłosy wystrzałów, a ludzie krzyczeli ?To UB zaczęło strzelać!? ?Strzelają do naszych!? itp. Panowało ogólne podniecenie, tłum aż po ?barierę? był ciągle w ruchu. Uwagę moją zwrócili dwaj chłopcy, którzy przebiegali przez pustą przestrzeń między ?barierą? a tramwajarkami. Mieli przypuszczalnie po 11-12 lat. Jeden z nich rzucał kamieniami w okna UB. W tym samym czasie widziałem na tyłach niskich budynków – położonych przy ul. Kochanowskiego róg Krasińskiego, a wiec ukośnie i na wprost, naprzeciwko gmachu UB – jakieś przemykające się postacie. Nie wiem, czy ci ludzie mieli broń i co tam robili. To była pierwsza, stosunkowo statyczna faza rozgrywających się na dole wypadków. Faza druga dramatyczna, zaczęła się z chwilą, gdy jedna z tramwajarek widocznie została trafiona i skuliła się, a druga podtrzymująca ją przy płocie zaraz też obwisła na tamtą, trzecia zaś uskoczyła. Niestety, nie zauważyłem w jaki sposób ranne dziewczyny zdołały się wycofać z niebezpiecznej strefy ostrzału, bo uwagę moją skupił jeden z wspomnianych chłopców, który chwycił sztandar z rąk tramwajarki i zajął jej miejsce przy plocie. Odezwały się głosy: ?Mały bohater, mały bohater!? Chłopiec miał na sobie popielate ubranko i był ciemnym blondynem. Rozległy się ponownie okrzyki: ?My chcemy chleba!?, ?Żądamy obniżki cen!?, ?Precz z ruskimi!?, ?Chcemy religii w szkołach?. Jednocześnie rozgrywały się następujące zdarzenia:

– jacyś ludzie, przeważnie młodzi, brali benzynę z samochodu i ciągnika, które otoczone tłumem stały nieco ukośnie na środku ulicy, na odcinku między moim balkonem a Dąbrowskiego, i nalewali ja do butelek. Niedługo potem na gmachu UB błysnął płomień. Była to nieudana próba podpalenia, zrobiona zresztą zupełnie po dyletancku, co od razu rzuciło mi się w oczy ( jako akowcowi z powstania warszawskiego).

– drugi z chłopców został raniony. Niósł go jakiś mężczyzna, ale rana chyba niebyła groźna, bo mały się wyrywał i chciał iść.

– u wylotu Kochanowskiego, od strony Dąbrowskiego, utkwił w tłumie wóz straży pożarnej, który po pertraktacjach wycofał się tyłem w kierunku skąd przyjechał, tj. w kierunku mostu Teatralnego.

– coraz więcej sylwetek uwijało się na tyłach parterowych budynków na rogu Kochanowskiego i Krasińskiego. Padały z tam tąd strzały.

Trzecia faza wypadków zaczęła się z chwilą, gdy na róg Dąbrowskiego i Kochanowskiego nadjechały bodajże dwie ciężarówki z wojskiem i dwa czołgi. Wtedy ludzie próbowali się do nich przecisnąć i wszczęli dyskusję z żołnierzami. Jakby pod wpływem tych rozmów żołnierze przeszli w towarzystwie cywilów do utworzonej przez ludzi bariery przy domu pod nr. 4 i tam stanęli przed nią, przed tłumem, w poprzek ulicy. Wśród oklasków wznoszono okrzyki: ?niech żyje wojsko polskie!?, ?wojsko z nami!?, Ale nie wszyscy żołnierze zostali przy Kochanowskiego 4. Część z nich wracała w kierunku swoich pojazdów i bez większego sprzeciwu, lub opierając się i prosząc o pozostawienie im broni – dawała się rozbroić. W tym samym czasie kilku cywilów przeprowadziło jakiegoś rannego oficera sprzed domu pod nr 4 do sanitarki, gdzie go zdaje się opatrywano. Broń od żołnierzy brali różni ludzie. Przeważnie młodzi. Przypominam sobie młodego człowieka, który chwyciwszy w ręce karabin biegł w poskokach radości od ul Dąbrowskiego i tak jak inni przez płot i ogród, dostał się na tyły niskiego budynku, gdzie teraz znacznie wzrosła liczba kręcących się i zajmujących pozycję. Widziałem, jak przyklękali, kryli się za murami i strzelali w kierunku gmachu UB.Pertraktacje z pancerniakami trwały nieco dłużej, ale i oni w końcu powyłazili z czołgów, a ich miejsce zajęli (częściowo ?) młodzi ludzie, niektórzy w robotniczych kombinezonach. Potem jeden z czołgów z flaga narodową owinięta wokół wieżyczki, wśród oklasków i ponownych okrzyków ?Niech żyje wojsko polskie?, wjechał w Kochanowskiego, a gdy tłum wraz z żołnierzami się rozstąpił – nabrał rozpędu, rozbił przyczepę z cementem i zatrzymał się dopiero na rogu Kochanowskiego i Poznańskiej, skąd po chwili ruszył w stronę wiaduktu kolejowego. Tymczasem drugi czołg oblepiony cywilami też wjechał w Kochanowskiego, ale ludzie zaraz pozeskakiwali i został na nim, za wieżyczką, tylko żołnierz z bronią trzymający narodowy sztandar. Gdy pojazd mijał gmach UB, żołnierz widocznie ugodzony kulą, nagle obwisł, lecz nie spadł i nie wypuścił chorągwi z ręki, co – podobnie jak w wypadku tramwajarki i ?małego bohatera?- w widoczny sposób emocjonalnie wpłynęło na nastroje tłumu1. (żołnierzem tym mógł być 28-letni por. Marian Sepkowski, który zginął na miejscu od postrzału głowy – przyp. I. M.)?.

Przez całość wyżej wymienionych wydarzeń, które trwały ok. 40 minut, Egon Naganowski stał w oknie. Nagle poczuł uderzenie w bark, które okazało się postrzałem. Opatrzyły go dwie dziewczyny, które przedstawiły się jako ?Powstańcza służba sanitarna?. Po kolejnym opatrunku w gmachu ZUS, trafił do szpitala przy ul. Mickiewicza, którzy także był ostrzelany. Nad ranem 29 czerwca wyszedł ze szpitala do domu. Po urlopie zdrowotnym wrócił do pracy w radio. Brał udział jako świadek w procesie na przełomie września i października 1956 roku.

Górak Kazimierz (ur.1934 r. Lwów) ?W 1956 roku studiowałem leśnictwo w Poznaniu, byłem na III roku. Dnia 28 czerwca chyba nie mieliśmy już zajęć. Mieszkałem w tym czasie w akademikach przy ul.Dożynkowej. Chodziła po nas jakaś plotka, że coś się dzieje w mieście, ale nie wiedzieliśmy co. Wraz z osiem lat starszym kolegą, byłym Sybirakiem, tramwajem (jeszcze kursowały) dojechaliśmy na plac Mickiewicza – było przed południem. Tam był już jakiś wóz radiowy i przewrócony tramwaj na który co rusz wdrapywał się jakiś robotnik z ?Cegielskiego? i coś mówił. Ja w tym czasie stałem na schodach Auli Uniwersyteckiej. Zaczęły padać okrzyki ?na Młyńską, na Kochanowskiego?. Z gmachu KW widziałem jak wyrzucano dokumenty i inne przedmioty. Tak samo widziałem wyrzucanie dokumentów z Komisariatu MO, który był przy Auli Uniwersyteckiej. Wraz z moim kolegą udaliśmy się na Młyńską, gdzie było już ?po wszystkim? tj. wiezienie było puste. Tam po raz trzeci widziałem wyrzucanie dokumentów z okien. Z kolegą zadecydowaliśmy, że pójdziemy zobaczyć na Kochanowskiego. Tam już strzelano i nie doszliśmy. Przy ul. Poznańskiej, tam gdzie są dwa wiadukty kolejowe (tory na Piłę i Warszawę), stały już czołgi, a wojsko oparte obok nie reagowało. Usiedliśmy z kolegą na gąsienicach przy czołgach. Tam przeżyłem dramatyczną sytuację. Nieopacznie powiedziałem słowa, które można zrozumieć dwojako, coś w stylu ?Słuchaj przecież wszystkich naszych wystrzelają jak kaczki, jak by wzięli naszą kompanię przeszkoloną, to by dopiero pokazała? (chodziło o studium wojskowe) czy podobnie. Ktoś z grupki stojącej obok, prawdopodobnie prowokator UB, powiedział ?To są Ubeki!?. Zaczęliśmy się tłumaczyć, zrewidowano nas. Na domiar złego u kolegi znaleziono książeczkę oficerską, ponieważ jako student był po studium wojskowym i miał stopień podporucznika. Ja nie miałem takowego, gdyż choroba serca wyłączyła mnie z tych zajęć. Tłum chciał nas zlinczować, powiesić. Szarpano nas i poszturchiwano, nie słuchano naszych sprostowań, a wojsko nie reagowało – tak działa psychoza tłumu. Uratował nas starszy pan w mundurze, bodajże kolejarz, który powiedział ?to nie wiecie, że studenci też mają wojsko??. Po tym zdarzeniu czym prędzej czmychnęliśmy i po południu byliśmy z powrotem w akademiku, a stan naszych ubrań wzbudził zdziwienie kolegów, którzy nie znali sytuacji w mieście?. Noc była bardzo przygnębiająca, cały czas dochodziły strzały z kierunku Cytadeli – przypominały one rozstrzeliwania – czy taki był ich cel nie umiem powiedzieć. Nie umiem powiedzieć także to i w jakim celu rozpowiadał w mieście nieprawdziwe informacje, które sam słyszałem, że ?cały kraj stoi?, że ?w Warszawie i Łodzi rozruchy? itd. W październiku 1956 roku w Poznaniu brałem udział w organizowaniu paczek dla więźniów politycznych. Pisałem wtedy pracę magisterską, więc nie byłem mocno aktywny – ale udział brałem. Grupa liczyła ok 20 osób, a utworzył ją O. Białek – Jezuita. Wyczytał on w październiku czy listopadzie 1956 roku w ?Głosie?, że amnestia i rehabilitacje potrwają dłużej niż do Bożego Narodzenia i spowoduje to pobyt wielu więźniów przez święta w celach. O. Białek za przyzwoleniem komendanta miasta zorganizował zbiórkę żywności i odzieży m.in. na rozstawionych stołach w mieście w ważnych punktach – np. plac Mickiewicza. Ludzie dawali bardzo ofiarnie, pomagali z transportem bodajże do więzień Rawicza, Wronek i Fordonu. W każdej paczce był opłatek z życzeniami rychłego spotkania na wolności.

Szwarc Danuta (ur. 1933 r. Lwów) ?W czerwcu 1956 pracowałam w ?Cezasie? (Centrala Zaopatrzenia Szkół) przy ul. Przemysłowej, jednocześnie studiując zaocznie prawo. 28 czerwca będąc w pracy usłyszałam harmider i zobaczyłam idących ręka w rękę w niebieskich kombinezonach z podwiniętymi rękawami robotników – co zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Około 12.00 dyrektor pozwolił nam parami opuścić zakład, by zobaczyć co się dzieje na mieście – co też uczyniłam z jedną moją koleżanką. Na placu Mickiewicza był straszny tłok, ktoś przemawiał, ludzie śpiewali, jedna kobieta zaczęła nawet mówić litanię, ale uciszono ja mówiąc, że to nie taka uroczystość. Nagle padł strzał – Nie wiem skąd i padło hasło ?na Młyńską!?. Tłum był wielki więc zanim ja z koleżanką tam doszłam więzienie było już otwarte. Pamiętam jak wyprowadzali jednego człowieka, który był biały czy wręcz szary jak ściana – myślę sobie tego to długo musieli więzić, a później widziałam go w mundurze, okazał się strażnikiem więziennym. Został za bramą wypuszczony – może się bał, jednego tam dotkliwie pobito, gdyż więźniowie go wskazali, że się znęcał nad nimi. Widziałam także stos palących się akt. Później starzy sędziowie powiedzieli mi, że uległy zniszczeniu głównie sprawy cywilne i księgi wieczyste, które było trzeba trzy lata odtwarzać. Znów ktoś w tłumie krzyknął ?Na Kochanowskiego? i ruszyliśmy tam. Doszliśmy do przejścia przy tunelach kolejowych przy ul. Poznańskiej. Słychać było strzały. Byłam tam świadkiem takiej sytuacji: na murku przy poznańskiej stało wojsko, ale prawie że na baczność. Nagle jakiś młody człowiek krzyknął ?Franek (czy inne imię) choć z nami?. Młodemu żołnierzowi aż łzy ciekły, zdjął czapkę, podeptał, ale pójść nie mógł. Doszłam na ul. Poznańskiej za szpital. Tego domu naprzeciw nie było tylko taki płot wysoki i brama, która była otwarta. Tam były chyba garaże UB. Przez tą otwartą bramę strzelali do ludzi z UB na Poznańską. Przede mną był chłopak, próbował przeskoczyć i go postrzelili w nogę bodajże. Sanitariusze zabrali go do szpitala. Uznałam, że nic tu pomnie i udałam się do domu na os. Warszawski, gdzie wtenczas z rodzicami mieszkałam. Mój młodszy o dwa lata brat Leszek L. (nazwiska nie podaję bo nie wiem, czy on by się zgodził) brał bardzo aktywny udział w wypadkach. Jest nawet na kilku fotografiach pod transparentem ?Chcemy chleba? w białym/kremowym płaszczu. Twarzy jego nie widać, ale poznaliśmy go po ubraniu. Był wtedy studentem I roku AWF, był na targach w czasie wydarzeń. Oderwał się od kolegów i skądś skombinował broń – ze studium chyba. Na Poznańskiej był też ale go nie wdziałam. Tam wszedł z kilkoma innymi do kamienicy i chcieli strzelać do UB. Weszli i szukali miejsca do strzału. Nagle wychylił się na korytarzu starszy gość ze słowami ?chłopoki macie broń?? gdy przytaknęli, powiedział ?to chodźcie do mnie zbudowałem barykadę?. I faktycznie przy oknach poustawiane były szafy, meble, a okna były na UB – idealne do strzelania miejsce. I stamtąd mój brat strzelał na UB. Trzeciego dnia po wypadkach poszłam razem z nim do miasta zobaczyć co się dzieje – jak miasto wygląda (mój zakład pracy był nieczynny w tym czasie). Wszędzie stało wojsko – pod urzędami bankami itd. W jednym miejscu rozgorzała dyskusja, w którą oczywiście mój brat musiał się wtrącić – dużo nie brakowało a aresztowało by go UB. Po czasie UB doszło do niego, że brał udział w wypadkach. Zrobiono mu rewizję (mieszkał przy al. Marcinkowskiego) – broni nie znaleziono, gdyż schował ją za poradą naszego ojca w szybie od pieca. Ojciec stwierdził, że przechowa mu ją na os. Warszawskim jednak po drodze utopił ją w Warcie. To była dobra decyzja, bo UB zrobiło mu potem koleją rewizję i by ją znaleźli. Nie umiem powiedzieć, czy ta broń to była ta sama, którą strzelał na Kochanowskiego.Brat był przesłuchiwany na Kochanowskiego i doszło tam do jego pobicia. A było to tak: idąc na przesłuchiwanie prowadzący go strażnik go popychał. Brat zwrócił mu uwagę, a ten dalej go popychał. W końcu brat powiedział: ?przestań mnie popychać gnoju?, na co ten go uderzył. Brat ćwiczył wtedy zapasy i oddał mu. Spowodowało to atak strażników na niego i bardzo dotkliwe pobicie – aż całe plecy miał fioletowe. Potem był przesłuchiwany przez oficera i poskarżył mu się na traktowanie, na co oficer odpowiedział ?Wie Pan chłopcy są bardzo zestresowani?. Sprawa się ?rozmyła?, bo wcześniej uzgodnił wersję z kolegami, od których się odłączył, tłumaczył, że na Poznańskiej był jak inni i dali mu spokój. Postawa brata wynikała z tego, że cala nasza rodzina była mocno antykomunistyczna, widzieliśmy wcześniej niż inni władzę radziecką, straciliśmy tam dziadków i ich dom oraz wspomnienia. Mama moja bardzo się bała ul. Kochanowskiego. W ogóle był taki zwyczaj, że tamtą ulica w ogóle się nie chodziło, raz że były tam posterunki, a dwa, że strach. Mama moja przestrzegała mnie, by nawet nie patrzeć w tamta stronę, bo nigdy nie było wiadomo, czy nie wpadanie się któremuś ?w oko? i nieszczęście gotowe. Ojciec mój był w tym czasie metrologiem na lotnisku Ławica – cywilnym. W Poznańskim Czerwcu udziału nie brał, później jak mieszkałam na Ławicy słyszałam o tym, że tam rozstrzelano jakiś ludzi w 1956 roku, ale kogo i za co dokładnie nie wiem, ktoś mi to tylko opowiadał. Mąż mój (prof. Andrzej Szwarc 1920-2016 wybitny prawnik, kryminolog – przyp. I. M.) w tym czasie tj. 28 czerwca stał na balkonie auli UAM i oglądał co się dzieje na placu – ale także dalej nie brał udziału – wiedział dobrze, co strzały oznaczają. Jeszcze jedno wspomnienie chciałabym dodać. Bodajże w lipcu 1956 roku zdawałam egzamin z przedmiotu prawo karne czy podobnie. Na egzamin weszliśmy w trójkę tj. ja, kolega i koleżanka. Obok egzaminującego siedział jakiś wojskowy w mundurze. Dostałam pytanie ?Różnice pomiędzy metodami śledczymi w państwach kapitalistycznych a socjalistycznych?. Myślę sobie co odpowiedzieć, czy zgodnie z sercem czy z rozumem. Przypatrzyłam się wykładowcy – niby się uśmiecha, Ubek jakiś czy co, myślę, i odpowiedziałam za książką, że ?Państwa Socjalistyczne stoją wyżej, bo tłumaczą winnemu, czym grozi nieprzyznanie, a kapitalistyczne wymuszają zeznania siłą?. Dostałam kolejne pytanie w podobnym stylu – zdenerwowałam się po przecież ledwo co widziałam ?socjalistyczne metody? i nie odpowiedziałam – dostałam ?gola?. Kto by przypuszczał, że w przyszłości egzaminujący zostanie mym mężem! Często pocieszałam studentów, którzy przychodzili zdawać egzaminy do nas do domu, gdy mąż był chory, że nie mają co się martwić bo mnie też ?ulał!?

1 A. Ziemkowski w swojej pracy podaje że żołnierzem tym był ?28- letni por. Marian Sepkowski, który zginął na miejscu od postrzału głowy?. Jednakże do tej śmierci doszło koło mostu dworcowego. W czasie poznańskiego czerwca poległo jeszcze 3 innych żołnierzy a wielu było rannych – może chodzi o kogoś innego – przyp. I.M.